01.05.2016 ITT Żmigród

Sezon powoli nabiera tempa, a ja szukam okazji aby się pościgać i przetestować nogę. Zawsze dobrą okazją do tego jest indywidualna jazda na czas w Żmigrodzie rozgrywana zazwyczaj w weekend majowy.
ITT jest fajne, bo można dzięki temu monitorować swoje postępy patrząc na czas i/lub przede wszystkim na moc. W tym roku trochę powiewało (choć szczęśliwie już dużo mniej niż w poprzednim tygodniu, no ale dalej na tyle silnie aby wywracać obanerowane barierki i namioty…..nie zazdroszczę zawodnikom z pełnymi kołami.
Trzeba iść naprzód, więc i u mnie co roku coś nowego, co pozwala na ciut bardziej wyrównaną walkę z maszynami typowo czasowymi. Rok temu wreszcie buty szosowe, a w tym roku kask czasowy Force Globe (o którym można poczytać na razie wstępny test, więcej wkrótce).
Temperatura idealna, czyli lekko powyżej 15*C, czasem słoneczko wyszło zza chmur….no tylko ten wiatr. No i niestety wiał w dość perfidny sposób…choć tyle dobrego, że w miarę stabilnie i przez cały dzień raczej wszyscy mieli bardzo podobne warunki. Ogólnie rzecz biorąc to trasa w Żmigrodzie wygląda z grubsza tak: odsłonięta prosta 6km, skręt 90*, 1,5km przez wieś, 2,5km w lesie, nawrót i to samo w drugą stronę. No i prosta z boczno-twarzowym wiatrem, po zakręcie wiatr w twarz, nawrót…….i kurcze miało być z wiatrem, a tu bez rewelki bo w lesie i wcale nie pomaga. Jedynym miejscem, gdzie faktycznie czuło się turbo, to był odcinek może 1,2km od jeziorka do zakrętu 90*, tam można było się przyjemnie rozbujać do 50 km/h. No i teraz po skręcie 6km do mety niby lekko w plecy, ale w sumie bardziej z boku niż w plecy….tyle odnośnie wiatru, jakiś taki powiedzmy dość dokuczliwy dziś był.

Co do jazdy- nie przeginałem na początku….i w sumie sam nie wiem. Nie wiem czy nawet na prawie 30min skupianie się na jeździe na stałej mocy się opłaca. pierwsze 2km pojechałem zachowawczo o 20W lżej niż rok temu i w sumie nie wiadomo, czy była to strata która się ciągnęła, czy zysk który pozwolił jechać mocniej w końcówce (tzn. względnie mocniej, bo wiadomo, ze moc trochę spadła na koniec 😉 ). Ogólnie jazda czasówek na mocy jest trochę dziwna. Niby wiadomo jaki próg FTP się ma, wiadomo ile watów można wyciągnąć przez te 25-30min. Tyle że jak by się tego kurczliwie trzymać to nigdy by się nie zrobiło postępu. Natomiast jak się za bardzo przegnie na początku (bo a nóż się to FTP podniosło), to potem może mieć opłakane skutki na koniec. Z kolejnej znów strony wg mnie trzeba pojechać początek ciut mocniej niż zakładany FTP, bo zawsze jest szansa, że ta moc się utrzyma….choć wiadomo że pod koniec lekko spadnie…..i to jest taktyka która chyba najbardziej mi odpowiada. Nigdy natomiast nie potrafię dochodzić do założonego progu mocy od dołu np. Jadąc pierwsze 13min na 340W a drugie na 380W, zawsze wole w drugą stronę i tak też zrobiłem w tym roku. Oczywiście przy okazji wyścigu chciałem też zrobić test, ale robienie testu progu FTP przy bocznym wietrze jest trochę wg mnie nietrafione- za dużo mocy idzie na stabilizacje gibania się roweru na boki, żeby było to miarodajne.
Sam wyścig- ot taki bez dramatu bez rewelacji. Nie było dziś warunków na bicie rekordów. Ja tam dalej się cieszę, że jednak jako dość lekki zawodnik na nie do końca czasowym sprzęcie mogę rywalizować na równym poziomie z szosowcami podczas płaskiego wyścigu. Do tego na wyścigu który bardzo lubię, bo blisko domu, bo w fajnej atmosferze, bo niby krótki, ale przez prawie 30min jechać ze stałym tętnem 180hr, to też nie można ani na chwilę odpuścić korb. Ogień od startu do mety. Czas 27:37:17, czyli 27sek gorzej od rekordu….no ale zwalam to na ten wiatr ;), miejsce bez rewelki, bo 8 w kategorii, 25 open, no ale zwalam to na sprzęt haha 🙂 Co tam, ważne że jest długi weekend, noga przepalona, a po wyścigu rozjazd z Eweliną :), a jutro…..może w końcu Ślęża 🙂

Komentarze