Polskę mam już w sumie zbieganą od Szczecina po Krosno i od Świebodzina po Białą Podlaską. W tym roku przy okazji wyjazdów do roboty jakoś częściej w lecie z uwagi na długi dzień udawało się zabierać rower (no i też z tego względu, że to pierwszy sezon z bardziej gravelem niż przełajem, więc i możliwości doboru tras są większe). Objechałem wreszcie Bory Tucholskie, zahaczyłem trochę Kaszub, byłem też w Trójmiejskim PK. Natomiast przez te wszystkie lata wciąż białą plamą na Heatmapie było Podlasie. No i w ubiegłym tygodniu wreszcie się udało pokręcić i tam. Ostatni raz byłem na głębokim północnym wschodzie rowerem z sakwami po maturze :). Rejony w okolicach Supraślu są fajowe, lasy piękne, a szutry szybkie (mało piachów, które mnie ostatnio tam wymęczyły nad Bydgoszczą), nie mogę się doczekać lata, aby pokręcić tam coś dłużej i dalej….może gdzieś w kierunku meczetów w Kruszynianach i Bohonikach.... Tymczasem zadowoliłem się Monasterem w Supraślu i odwiedzinami w Królowym Moście (który w polskiej kinematografii popularny jest tylko z nazwy, bo sceny do „U Pana Boga za Piecem” kręcili w okolicach, ale akurat w samej miejscowości nie).
#podlasie #supraśl #gravel
5 dni ago