Archiwum kategorii: Relacja

XV Strzeliński Rogaining

Jutro drugi etap miejskich biegów na orientację Wrocław Night o Fight. Z tej okazji kilka słów na temat Strzelińskiego Rogainingu, w którym to już po raz czwarty braliśmy z Piotrkiem udział. Impreza miała miejsce w Szklarach w nocy z 18 na 19 listopada i w skrócie polegała na zebraniu jak największej ilości punktów za znalezienie odpowiednio wartościowych (od 4pkt. do 8pkt.) PK (punktów kontrolnych). Na całość było przewidziane 10 godzin, a pole bitwy w tym roku wyglądało tak:
Mapa

Po chwili rozkminy postanowiliśmy zacząć od punktów na południe: 4C->5C->8C i potem zataczać łuk po wschodniej stronie mapy, trochę po północnej jeżeli wystarczy czasu, a kończąc na zagęszczeniu punktów w lesie na wschód od bazy w Szklarach. No i nawet się jakoś udało zrealizować plan, wyszło o tak KLIK- to się mapa otworzy w nowym oknie.

Ogólnie do PK 7a wszystko szło jak z płatka. Normanie sami nie wierzyliśmy że tak dobrze idzie, ale w głębi serca wiedzieliśmy, że tak nie może być do końca;). W tym roku warunki atmosferyczne były dość łaskawe- padało tylko przez pół godzinki ;), ale najważniejsze że nie było mokro. Jeszcze nigdy na tej imprezie nie miałem tak sucho w butach. Jedyne co doskwierało to dość mocny wiatr, ale większość trasy jednak była po lasach. Odnośnie nawigacji, to było lekkie utrudnienie w postaci mocnych wycinek lasów i wielu dróg dojazdowych dla sprzętu, których nie było na mapach. Wracając do zmagań- na 7a straciliśmy z pół godziny albo i lepiej. Atakowaliśmy punkt z dwóch stron i w obu przypadkach popełnialiśmy jakiś błąd. Tyle dobrego, że punkt w końcu został odnaleziony i poświęcony czas nie poszedł na marne. No i albo tak się zmęczyliśmy na szukaniu, albo źle się zorientowaliśmy, że na 5d wybiegliśmy złą ścieżką (bo po co patrzeć na kompas i kontrolować kierunek) i znów ze 2km nadrobione niepotrzebnie. Tyle dobrego, że już potem oprócz malutkiej wtopy na 6a wszystko poszło gładko.

Ogarniamy mapę 3:30 w nocy :)

Szkoda trochę straconego czasu, bo jeżeli byśmy mieli zapas, to zahaczylibyśmy jeszcze o 7c i jak się potem okazało by to miało duże znaczenie, ale o tym zaraz. W sumie ta edycja była jakaś spokojna. Większość PK w takich w miarę normalnych lokalizacjach, nic nas nie goniło, saren raptem kilka, kilka świecących par oczy w ciemnym lesie….choć zgodnie stwierdziliśmy, że tak jest tylko dlatego, że biegniemy we dwójkę. Nie wyobrażam sobie takiego biegu samemu, bym chyba 10x w portki zrobił :). No ale dobrze jest- z każdym rokiem postęp. W tym roku prawie 60km w nogach i nasz rekord- 114pkt. No i czwarte miejsce! Tak wysoko jeszcze nie byliśmy…szkoda tego zmarnowanego czasu- jeżeli byśmy go poświęcili na 7c, to byśmy byli drudzy! No ale cóż i tak był to nasz najlepszy występ. Sama Impreza i organizacja jak zwykle super fajna. Do zobaczenia za rok 🙂

Szczęśliwi na mecie Bigosik na Rogainingu o piątej rano zawsze smakuje idealnie :) Wreszcie cieplutko

Podsumowanie sezonu 2016 i trochę aktualności

Sezon 2017 już bliżej niż dalej, a ja ciągle nie podsumowałem poprzedniego. No ale w końcu znalazłem trochę czasu i odpowiednia strona pojawiła się już na www. A co nowego? No cóż- robię wszystko, aby sezon 2017 był lepszy niż 2016. Zrobione dobre cykle wytrzymałościowe w grudniu na szosie, a na początku roku na biegówkach (5 dni w górach to jest to!), teraz trochę większy nacisk na siłę. W kolejnym tygodniu trochę lżej, później zostaje jeden mikrocykl treningowy, odpoczynek i zgrupowanie! Czyli jeszcze miesiąc zimy, a potem laaaato :). Ten weekend choć zimny, to udało się coś pojeździć na szosie. Ogólnie wszystko zgodnie z planem. W międzyczasie zacząłem się jeszcze bawić na Instagramie i zmontowałem filmik z biegówek- zobaczcie jak było bajecznie w Karkonoszach:

Sezon na orientację czas zacząć!

Po tych moich październikowych truchtach czas gdzieś wystartować. Jesienią i zimą zazwyczaj bawię się trochę (wbrew mojemu wrodzonemu brakowi zdolności) w biegi na orientację. Strzeliński Rogaining i Mini Nocna Masakra na stałe zagościły w moim spisie imprez, w których trzeba wziąć udział. Rok temu dołożyłem do tego jeszcze cykl miejskich biegów na orientację Wrocław Night O Fight.
Aktualnie jestem po Rogainingu, w którym wystartowałem jak zwykle z Piotrkiem. RELACJA właśnie wleciała na serwer.

Jeszcze humory się trzymają, to pewnie przed północą :) Na trasie City Trail- pełna kontrola ;)

A jeszcze tydzień wcześniej tak dla picu pobiegłem sobie cross (Wrocław City Trail) w Lasku Osobowickim- niby tylko 5km, ale pełen gaz- średnie tętno 182 i max 189 mówią samo za siebie…też fajnie :). Ominęła mnie niestety pierwsza edycja WNoF, a Mini Nocna Masakra też mi trochę zbladła jak się okazało, że Piotrka biodro odmówiło posłuszeństwa po Rogainingu….kto chce ze mną pobiec?, bo ja się sam po ciemku boję 😉

A tak ogólnie co słychać? Skończyłem roztrenowanie, zaczynam usystematyzowane treningi, tyranie na siłce no i jak to jesienią- czasem cieszę się słoneczkiem, czasem dane pojeździć w magicznych porannych mgłach, a i zdarza się dostać śniegiem po gębie. Szosówka czeka na swoją okazję, ale na razie pierwszy treningowy weekend warunki były raczej na CX.

Słoneczkko :) Czasem opłaca się pojeździć z rana :)

Ostatni wyścig w tym roku!

Bike Maratonem w Świeradowie w ubiegły weekend zakończyłem starty w sezonie 2016. Wyścig wyjątkowy, jeden z cięższych jakie jechałem, a to wszystko za sprawą pogody- szczegóły w RELACJI.

Podsumowanie Pucharu Polski XCM 2016

Ostatnie dwa weekendy upłynęły pod znakiem Pucharu Polski XCM- najpierw przedostatnia edycja w ramach Bike Maraton w Ludwikowicach Kłodzkich, a w ostatnią niedzielę finał w Kielcach organizowany przez Mazovia MTB podczas Bike Expo. Opis skrótowy nawet nie w dziale relacje, tylko tutaj w formie wpisu, bo zaraz chcę się skupić na całokształcie pucharu, szczególnie, że kilka osób mnie o to prosiło.

Ludwikowice Kłodzkie- nowa lokalizacja, długi podjazd na sam początek, który fajnie ustawił stawkę, ciekawie rozwiązane trasy w okolicy Wielkiej Sowy, bo zarówno ten podjazd jak i zjazd nie był chyba nigdy wykorzystywany podczas wyścigu. Potem trochę mniej wymagające technicznie odcinki, w sumie taki akurat maraton na końcówkę sezonu. Jechało mi się całkiem spoko, choć rozkręciłem się dopiero na drugim kółku i udało się jeszcze 3-4 osoby wyprzedzić na ostatnich 15km. Wynik open marny, bo 18m, no ale trochę elity walczyć o punkty Pucharu Polski się zjechało, ważne że pierwsze miejsce w M3, więc wpadło 700pkt do generalki Bike Maraton, co mi pozwoliło trochę odetchnąć jeżeli chodzi o klasyfikację przed finałem w Świeradowie. 1m. również w Pucharze Polski w kat. Masters I.

fot. Anka Aries-Baran Dekoracja PP Masters I fot. Kasia Rokosz https://www.facebook.com/kasiarokoszfotografia/?fref=ts

Mazovia Kielce. Cóż mój pierwszy raz na Mazovi w życiu i powiem tak…cieszę się, że ścigam się w górach. Do tego jeżdżąc w większości w cyklu Bike Maraton nie zauważa się jak dobrze jest on zorganizowany. Małe szczególiki, które stanowią o jakości imprezy, małe szczególiki, które składają się na całość. Tracki gpx, profile i mapy, dokładne informacje o trasie, trzymanie się ramówki godzinowej, zabezpieczenie trasy przed samochodami i dopięcie masy małych rzeczy- tego niestety na Mazovi zabrakło. No bo jak może być, że 20m po starcie zawodnicy natrafiają na bramę automatyczną, która dopiero się otwiera, jak może być, że nagle na 5km zza zakrętu wprost na peleton jedzie z przeciwka rozpędzony samochód, jak może być, że jadąc wzdłuż torów trafia się na trzy busy remontujące trakcję i zostaje 0,5m na przejazd. Przecież ja sobie wyobrażam co się działo w dalszych sektorach, gdzie ścisk i tłum. Ja byłem pewny, że przy tym poziomie dogadania się z różnymi służbami, to po wjeździe na wiadukt kolejowy zaraz przemknie obok pendolino 😉
Dobra koniec biadolenia- miało być skrótowo 😉 – wyścig szybki, bardzo szybki, sekcja „górska” minęła w oka mgnieniu i została dojazdówka do mety, ale ostatnio w sumie już od MP XCM taki schemat wyścigu się powtarza i w sumie mi pasuje, potrafię się zagiąć i jadąc sam mocno deptać w pedały utrzymując a nawet zyskując pozycję. Kończę na 10m open podczas Pucharu Polski XCM….nawet fajny wynik na koniec sezonu. Przyjeżdżam jako pierwszy Masters pieczętując tym samym zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski!

Przygotowania do wyścigu Początek wyścigu fot. fotolinks.pl https://www.facebook.com/fotolinks.wyszukiwarka/?fref=ts Dekoracja za edycję fot. TMFoto https://www.facebook.com/tmfot/ Zwycięzcy poszczególnych kategorii wiekowych. fot. Mazovia https://www.facebook.com/mazoviamtb/?fref=ts Puchar Polski kat. Masters I 2016!!! Tak to wygląda :)

No właśnie przechodzimy tutaj do meritum tego wpisu. Puchar Polski XCM. W sumie przed sezonem się na niego nie nastawiałem, choć powiedzmy brałem pod uwagę, szczególnie że 3 edycje podczas BM i tak miałem w planie, a reszta to się zobaczy. Ostatecznie udało mi się wygrać i choć patrząc na generalkę to mam mieszane uczucia co do tego zwycięstwa, to cóż jak to mówi klasyk- wygrana jest wygraną- nieobecni nie mają racji. Bo kto ludziom broni się ścigać, kto broni wyrabiać licencje PZKol Masters i rywalizować w Pucharze? Idąc tropem rozumowania niektórych głoszących hejty „eeetam taka wygrana jak nikt na te puchary nie przyjeżdża” (abstrahując do tego że obrażają moich rywali), to możemy dojść do wniosku (oczywiście mocno koloryzując), że to nie Nino powinien być mistrzem świata, bo przecież na świecie jest tyle ludzi, co się nie ścigają na rowerze- z pewnością ktoś by był lepszy gdyby trenował całe życie i przyjechał na MŚ. Niestety taka u nas zawistna natura, za mało słońca jak to śpiewał Kazik i zazwyczaj najwięcej do powiedzenia mają Ci, których sprawa nie dotyczy.
Tylko właśnie….kogo dotyczy. W czasach kiedy to nastroje anty PZKol są bardzo mocne wyrabianie licencji (nawet tej Masters) jest postrzegane wciąż jako sprawa zarezerwowana tylko dla kolarzy wyczynowych i w sumie….nie za bardzo potrzebna.
Podczas Kielce Bike Expo miało miejsce spotkanie Komisji MTB, organizatorów i kilku kolarzy, w którym miałem przyjemność brać udział. Spotkanie uświadomiło mi, oprócz innych rzeczy, jak długa droga jeszcze przed cyklami PP XCO i XCM. Długa i jednocześnie nie za bardzo widać inną, bo postrzeganie Pucharu nie zmieni się ot tak, w 2017 nie będzie nagle 30 licencjonowanych Mastersów, wszystko jest bardziej rozwleczone w czasie, cóż to chyba musi działać na zasadzie ewolucji, bo rewolucja przy oporze PZKol chyba jest nie za bardzo możliwa. O ile w XCO po tym jednym roku „testowym” gdzie organizator miał obowiązek przeprowadzać wyścig kategorii bez licencji + licencjonowany Masters, jest szansa na oficjalne wyścigi Masters w kategoriach regulaminowych UCI i już oficjalnie w ramach Pucharu Polski o tyle w XCM jakoś mi to się widzi trochę mniej kolorowo.
No ale jak ma być kolorowo….niestety rozdysponowanie pucharu na kilku organizatorów maratonów MTB prowadzi do bardzo dużych rozbieżności i zdecentralizowaniu całego pucharu. Niby jest regulamin, no ale co z tego jak np. taki regulamin stanowi „Przewidziane są dodatkowe nagrody finansowe i rzeczowe w klasyfikacji generalnej o których poinformuje organizator finałowej edycji Pucharu Polski.”. Organizator nie tyle nie poinformował, ale oczywiście nagród też nie zapewnił. Jednak zostawmy nagrody- każdy kolarz, który się u nas pościgał wie, że nie jeździ się dla nagród i i tak jak się jest już Mastersem po karierze 😉 to trzeba mieć regularną pracę.
Znów jak ma być kolorowo jeżeli dekoracja za generalkę Pucharu Polski wygląda jak wyglądała. Było słabo, bardzo słabo. Zapraszam za tydzień do Świeradowa, żeby zobaczyć jak się robi dekoracje za klasyfikacje generalne. Jeżeli organizator bierze na siebie edycję finałową PP, to powinien się w to choć trochę zaangażować, a nie traktować to jak piąte koło u wozu. Najlepsze jest to, że duży problem jaki się zrodził nie był wcale problemem. Organizator twierdzi, że wyczytywał w klasyfikacji generalnej tylko zwycięzcę danej kategorii, bo z PZKol dostał tylko jeden puchar. No ale ja się pytam co z tego? Czy nie można było wyczytać godnie całego podium, a wręczyć jeden puchar- zrozumiałe- w końcu Puchar Polski jest jeden, a dwie osoby mogły dostać cokolwiek, dyplom, medal albo nawet nic. Bo tu nie chodziło o jakieś głupie medaliki, których się nam zawodnikom walają dziesiątki. Chodziło, żeby stanąć razem z przyjaciółmi na podium i cieszyć się razem chwilą. Ja w ogóle nie za bardzo rozumiem jak można być zawodowym organizatorem imprez i tak nieprzemyślanie podejść do dekoracji za klasyfikację generalną pod kątem nawet marketingowym. Przecież każda osoba na podium to kolejne zdjęcie, które pójdzie w świat i jeżeli by wszystko było fajnie, to organizator na pewno by na tym nie stracił, a tak jest kwas, który będzie się ciągnął.

Spotkanie komisji MTB. Fot. Maratony MTB / XC https://www.facebook.com/maratony.MTB.XC/?ref=page_internal

Cały problem Pucharu Polski czy to XCO czy XCM leży właśnie w braku trzymania jednego równego i co ważne wysokiego standardu zarówno pod względem atrakcyjności/ trudności tras, jak i pod względem oprawy przez wszystkich organizatorów. Sęk w tym, aby ustalić bardzo szczegółowe zasady i chyba to powinien być początek dobrego kierunku na sezon 2017.

Mam szczerą nadzieję, że w 2017 PP XCM oraz XCO dla Mastersów się odbędzie i to na lepszych zasadach niż w tym roku. Czasem znajomi mówili w tym roku „a może też bym sobie taką licencję Masters w 2017 zrobił” i to jest dobry wybór. Tyle, żeby ich w tym wyborze ugruntować, to nie może być tak że regulamin Pucharu pojawia się w marcu a organizator MP XCO jest znany chyba jeszcze później. Nie może być tak, że wracamy do domu z dyplomem i uściskiem prezesa- ja wiem, że wg niektórych Mastersi to trochę podkategoria, która karierę ma już za sobą. Jednak istnieje w nich spora grupa, która nie ściga się od 10 roku życia, zaczęli nie tak dawno i nie mają szans konkurować z zawodnikami z 20letnim stażem, a kat. Masters to jedyne co im pozostaje życu, poświęcają temu sportowi 20 godzin tygodniowo i często gęsto pracę zawodową i życie rodzinne i po prostu fajnie by było czasem wrócić z sobotniego wyścigu, gdzie nie było się w domu cały dzień i zabrać żonę za wygraną kasę w jakieś fajne miejsce. Nie może być w końcu tak, że jedzie się na drugi koniec Polski, żeby się porządnie pościgać, a sędzia mówi że czas dla Mastersów i Amatorów to 40min bo mają obsuwę…..tylko pytanie jak przebić beton w wiadomej instytucji, choć kropla drąży skałę, więc z betonem też może sobie poradzi z roku na rok….

Relacja z Mistrzostw Polski w Maratonie MTB

W tym roku Mistrzostwa Polski w Maratonie wreszcie wróciły w góry i oby tam zostały, bo na taki wyścig jest sens jechać- w końcu istotą Maratonu MTB są długie wymagające podjazdy i techniczne zjazdy i niczego z tego nie zabrakło w Jeleniej Górze. Wysoki poziom trasy i wpisanie wyścigu do kalendarza UCI Marathon Series sprowadziło na start całą polską czołówkę i wielu zawodników zagranicznych. Szczegóły ze ścigania w RELACJI, a w skrócie cóż mogę powiedzieć….znów 4te miejsce, które chyba powoli zaczyna mnie prześladować w różnego rodzaju generalkach i imprezach rangi mistrzowskiej…szkoda, choć nie ma co płakać, był dobry wyścig, a będzie jeszcze wiele lepszych!

Relacja z Sudety MTB Challenge

Ufff się trochę rozpisałem, ale było o czym- pokaźna relacja z Sudety MTB Challenge właśnie wjechała na www:
ZAPRASZAM

Późno bo późno, no ale pisałem na Facebooku już dlaczego- niezłe kombo za mną, najpierw etapówka, potem wakacje, potem wesele, potem nadrabianie w pracy, ale powoli się odnajduję i nawet treningi zaczynają wchodzić- długi weekend miał u mnie 4 dni z czego 3 mocne treningowo….dziś szczególnie fajnie się udało, bo myślałem, że już będę zdychał, a jednak miłe wprowadzenie na początek w grupie o tak:

IMG_20160815_121958

…a potem 2x Przemiłów i 6x Tąpadła weszła aż miło 🙂
https://www.strava.com/activities/676936148

Podsumowanie festiwalu czerwcowych niepowodzeń i kilka fotek z dzisiejszej jazdy

Zebrałem się w końcu i na www pojawiła się zbiorcza relacja ze ścigania w czerwcu. Cóż było jak było, ważne że wszystko idzie chyba w dobrym kierunku.

A teraz kilka zdjęć, bo byłem dziś w fajnych miejscach. Trening wysiedzeniowy ma tą zaletę, że można nie jechać po raz 200 w tym roku do Żórawiny ;). Za cel obrałem sobie Lubiąż i tamtejsze pocysterskie opactwo- chyba już z 15 lat tam nie byłem….akurat odbywała się tam jakaś impreza, niby art cośtam festiwal, ale w sumie to dużo tej sztuki nie widziałem, może we wnętrzach, no ale co tam, fajnie że coś się dzieje ;). Natomiast sam budynek jest prze-o-gr-o-mny. Już zapomniałem jakie robi wrażenie. Jest to drugi co do wielkości obiekt sakralny na Świecie! Cóż jeszcze sporo jest do odremontowania, ale potrzebne są na to ogromne nakłady. Na szczęście jest już zrobiony dach (o powierzchni raptem 2,5 ha!), więc warunki atmosferyczne nie psują wnętrz, trzeba sie kiedyś wybrać na zwiedzanie.

Lubiąż, ujęcie 1- pole namiotowe ;) Lubiąż, ujęcie 2- ludzi pełno, ciężko o fajny kadr żeby było widać sam zabytek. Lubiąż, ujęcie 3- parking ;)

A jak już byłem na zachód od Wrocławia, a kręcę tutaj niezmiernie rzadko, to pojechałem jeszcze zobaczyć nad rzekę Kaczawę i pobliskie stawy i rezerwaty. Powiem tak- Strava heatmap powinno mieć opcję „pokazuj trasy tylko dla rowerów szosowych” 😉 Dawno mnie tak nie wytrzęsło 😉 Dziwne, bo nawet sporo sprawdzałem na google street view, no ale naciąłem się na kostkę w kilku wioskach. Między wioskami asfalt ale strasznie marny….a w samych okolicach rezerwatu przyrody, to w ogóle chyba zaliczyłem z 10km szutrem 😉 Cóż z oponami 26mm to prawie jak Gravel Bike 😉 Szuter bardzo przyjemny a na oponach (co dobra opona to dobra opona) S-Works Turbo żadnych nowych, dużych śladów. Same okolice na północny wschód od Legnicy fajne, naturalne, żeby nie powiedzieć lekko zapomniane przez cywilizację, no właśnie tylko te drogi….kiedyś chyba trzeba tam się wybrać na MTB zjeździć okolicę.

Takie asfalty! Wręcz dwupasmówka ;) Gravel Bike, o! Nad jednym ze stawów. Do mnogości ptactwa doliny Baryczy daleko, ot kilka kaczek i łabędzi w oddali ;) I tak na zmianę, kostka, szuter, dziurawy asfalt przez 30km Malczyce w ruinie, nic się nie ostało, a kiedyś była cukrownia, papiernia, port,

Oczywiście na koniec w okolicach trzeciego fajnego miejsca, czyli Łęgów nad Bystrzycą dostałem burzą po gębie, ale po 3 minutach wyszło słońce, więc nawet miło 🙂 a na koniec pyszny placek po węgiersku na obiadek w domu, no! Udany dzień 🙂

Jest lipiec- burza musi być! :) Po taki obiad to ja mogę codziennie 6h jeździć ;)

Relacja ze Zdobywania Pradziada

Sam nie wiem czemu dopiero w tym roku wystartowałem w XXIV Ogólnopolskim Rajdzie Kolarskim „Zdobywamy Pradziada” – jazda indywidualna na czas- przecież lubię podjazdy, czasówki, lubię ładne góry i Czechy- a tu mam wszystko na raz jednego dnia. Czechy to trochę inny stan umysłu, czego ja tam nie widziałem przez te kilka godzin 😉 Sam wyścig udało się wygrać i zejść poniżej 30 minut. Na dokładkę „rozjazd” z Pawłem czyli ponad 70km i 1500m w pionie ;), a na deser Syr, Kofola i Studencka, jest git! Zapraszam na relację 🙂

Pierwsza edycja Pucharu Strefy MTB- Głuszyca, ciąg dalszy testu Force Globe i wreszcie rower MTB na sezon 2016

Relacja z Głuszycy na szybko w formie wpisu….no bo o czym tu pisać 😉 Trochę się zawiodłem na tym wyścigu. Nałożyło się kilka czynników, które spowodowany, że ten start nie wypalił tak jak miał. Chyba będę chciał zamknąć klasyfikację generalną Pucharu Strefy MTB, więc trochę szkoda. A nie pykło bo: trochę się nawarstwiło w robocie (za to teraz już mam wizję ciut większego luzu :); bo się trochę start przesunął, myśleliśmy z Piotrkiem, że się przesunie jeszcze mocniej i rozgrzewka trwała 3 minuty co się odbiło mega zatkaniem po 2 minutach jazdy. Po trzecie coś mnie ostatnio pobolewało kolano i się odezwało na wyścigu niestety. No i po czwarte jednak 5*C to nie jest dla mnie dobra temperatura na ściganie ;). Cóż- tętno średnie 160HR mówi wszystko- ognia nie było na tym wyścigu….Tzn. nie- w sumie tak do 3/4 jechałem słabo, ale cieszyłem się zjazdami, które nawet wychodziły. Po zjechaniu do Głuszycy zaczęła się pętla dystansu Mega po drugiej stronie miasteczka, podjazd i….śnieg czy też taka grado- śniego mączka. W sumie z dwojga złego lepsze to niż deszcz, bo się odbija a nie moczy ;). Potem w okolicy PTTK Andrzejówka zjechał się ze mną jeden z Czechów, trochę się powiozłem na kole, przed nami większa ścianka do góry i mówi mi żebym jechał- no to pojechałem 😉 od tego czasu nawet w gazie, zjazd szlakiem granicznym wszedł mega fajnie, przesunąłem się o 2-3 pozycje, a na trawersie dogoniłem Piotrka, którego bardzo mocno ściągało w przepaść po lewej ;), razem przeszliśmy Roberta i dojechaliśmy na metę wspólnie. Nie był to wyścig życia, ale co tam 4 miejsce w M30 i 7 open, ujdzie 🙂

Na starcie fot. walbrzyszek.com https://www.facebook.com/WalbrzyszekCom/?fref=ts Pierwszy podjazd, jeszcze przez chwilę w czubie ;) fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Ostatni start na zastępczym sprzęcie fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Dwa Michały na podjeździe fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/

Trochę mam tyłów na www. Mam kilka ciekawych rzeczy do opisania, w następnym tygodniu szykuje mi się ciut więcej czasu, więc postaram się nadrobić. Na razie w dziale testy wjechała dalsza część opisu kasku Force Globe– wrażenia po pierwszej jeździe treningowej i po wyścigu indywidualnej jazdy na czas.
A na koniec- już jest! Docelowy rower MTB na sezon 2016 wreszcie objeżdżony i gotowy do jutrzejszego startu w Zdzieszowicach. Niedługo w dziale rowery dokładny opis.

Sprzęt objeżdżony na Kili Co tu nie mówić- fajny wyszedł