Relacja z Mistrzostw Polski w Maratonie MTB

W tym roku Mistrzostwa Polski w Maratonie wreszcie wróciły w góry i oby tam zostały, bo na taki wyścig jest sens jechać- w końcu istotą Maratonu MTB są długie wymagające podjazdy i techniczne zjazdy i niczego z tego nie zabrakło w Jeleniej Górze. Wysoki poziom trasy i wpisanie wyścigu do kalendarza UCI Marathon Series sprowadziło na start całą polską czołówkę i wielu zawodników zagranicznych. Szczegóły ze ścigania w RELACJI, a w skrócie cóż mogę powiedzieć….znów 4te miejsce, które chyba powoli zaczyna mnie prześladować w różnego rodzaju generalkach i imprezach rangi mistrzowskiej…szkoda, choć nie ma co płakać, był dobry wyścig, a będzie jeszcze wiele lepszych!

Przed nami ostatni miesiąc ścigania

Sezon powoli się kończy- dokładnie za miesiąc będziemy się bawić na gali kończącej Bike Maraton w Świeradowie. Choć w sumie wygląda na to, że wrzesień i początek października będą dość intensywne pod kątem wyścigowym….może i dobrze, bo do tej pory ten sezon był mocno rwany w moim wykonaniu i jak były okazje do ścigania, to akurat nie mogłem, a jak mogłem, to były akurat te weekendy, gdzie najbliższe wyścigi na drugim końcu polski, albo płaskie w Wielkopolsce. Jako, że ten sezon to jakoś super hiper udanych nie należy, to może i zaginka jest ciut mniejsza, żeby jechać 400km na ścig. W ostatni weekend też mi wypadł fajny wyścig w Srebrnej Górze- bardzo go lubię, już nie raz o tym pisałem- meta na największej górskiej twierdzy w Europie to jest coś! No ale czasem tak bywa- raz w życiu opuściłem wesele w bliskiej rodzinie z uwagi na wyścig i do tej pory nie mogę odżałować, a to już ponad 10lat 😉 i jednak są rzeczy ważne i ważniejsze czasem- o ile nie są to igrzyska olimpijskie, albo choć wyścig rangi MP, to nie ma co się zastanawiać- to się nie wróci i tyle w temacie. Tak więc korzystając z tego, że będę miał 3 dni bez roweru dowaliłem dość mocno w środę przed wyjazdem na fajnym treningu (https://www.strava.com/activities/695372044) w rodzinnych stronach Kingi, kilka porządnych podjazdów pod przełęcze w Sowich, robota zrobiona, potem we czwartek z rana tempówki siłowe i wio w podkarpackie a potem w lubelskie.

Trening z Przyjaciółką z Teamu zawsze super :)

W piątek trochę czasu, to trampki na nogi i dawaj w las :). Puszcza Sandomierska to takie fajne miejsce, gdzie czas trochę się zatrzymał…na tyle że można tam kręcić sceny do ostatnio nagrywanego filmu „Wołyń„, w powietrzu tyle tlenu, że od razu bije się wszystkie rekordy….no to jak już biegałem to wykręciłem półmaraton w 1:53….czas taki o, ale biorąc pod uwagę że często gęsto po piasku i trochę w górę i w dół, to nogi swoje poczuły 😉 (https://www.strava.com/activities/697799867). W sobotę już lekko godzinka truchtu, żeby na weselichu mieć siłę tańcować, a i w niedzielę po zabawie też trochę się rozruszałem- zawsze można pozwiedzać nieznane okolice. W drodze powrotnej zwiedzanie Lublina z trochę innej perspektywy niż raz podczas Eliminatora Lublin City Race ;)….fajne miasto, warto zaglądnąć, pozwiedzać :) No to tyle podróży, czas wracać do treningów i szykować się na niedzielne Mistrzostwa Polski w Jeleniej :)

Ja nie wiem co ci biegacze w tych czapach widzą, ciepło w czuprynę i jeszcze czoło się nie opala ;) W las! Michał na ruinach Kościoła św. Michała Archanioła :) Na zamkowym dziedzińcu Panorama Lublina z baszty.

Aha- na www pojawiła się pierwsza część testu, gdzie sprawdzam produkty Trezado– na pierwszy ogień smar do łańcucha, zapraszam.

Produkty Trezado

Relacja z Sudety MTB Challenge

Ufff się trochę rozpisałem, ale było o czym- pokaźna relacja z Sudety MTB Challenge właśnie wjechała na www:
ZAPRASZAM

Późno bo późno, no ale pisałem na Facebooku już dlaczego- niezłe kombo za mną, najpierw etapówka, potem wakacje, potem wesele, potem nadrabianie w pracy, ale powoli się odnajduję i nawet treningi zaczynają wchodzić- długi weekend miał u mnie 4 dni z czego 3 mocne treningowo….dziś szczególnie fajnie się udało, bo myślałem, że już będę zdychał, a jednak miłe wprowadzenie na początek w grupie o tak:

IMG_20160815_121958

…a potem 2x Przemiłów i 6x Tąpadła weszła aż miło :)
https://www.strava.com/activities/676936148

Podsumowanie festiwalu czerwcowych niepowodzeń i kilka fotek z dzisiejszej jazdy

Zebrałem się w końcu i na www pojawiła się zbiorcza relacja ze ścigania w czerwcu. Cóż było jak było, ważne że wszystko idzie chyba w dobrym kierunku.

A teraz kilka zdjęć, bo byłem dziś w fajnych miejscach. Trening wysiedzeniowy ma tą zaletę, że można nie jechać po raz 200 w tym roku do Żórawiny ;). Za cel obrałem sobie Lubiąż i tamtejsze pocysterskie opactwo- chyba już z 15 lat tam nie byłem….akurat odbywała się tam jakaś impreza, niby art cośtam festiwal, ale w sumie to dużo tej sztuki nie widziałem, może we wnętrzach, no ale co tam, fajnie że coś się dzieje ;). Natomiast sam budynek jest prze-o-gr-o-mny. Już zapomniałem jakie robi wrażenie. Jest to drugi co do wielkości obiekt sakralny na Świecie! Cóż jeszcze sporo jest do odremontowania, ale potrzebne są na to ogromne nakłady. Na szczęście jest już zrobiony dach (o powierzchni raptem 2,5 ha!), więc warunki atmosferyczne nie psują wnętrz, trzeba sie kiedyś wybrać na zwiedzanie.

Lubiąż, ujęcie 1- pole namiotowe ;) Lubiąż, ujęcie 2- ludzi pełno, ciężko o fajny kadr żeby było widać sam zabytek. Lubiąż, ujęcie 3- parking ;)

A jak już byłem na zachód od Wrocławia, a kręcę tutaj niezmiernie rzadko, to pojechałem jeszcze zobaczyć nad rzekę Kaczawę i pobliskie stawy i rezerwaty. Powiem tak- Strava heatmap powinno mieć opcję „pokazuj trasy tylko dla rowerów szosowych” 😉 Dawno mnie tak nie wytrzęsło 😉 Dziwne, bo nawet sporo sprawdzałem na google street view, no ale naciąłem się na kostkę w kilku wioskach. Między wioskami asfalt ale strasznie marny….a w samych okolicach rezerwatu przyrody, to w ogóle chyba zaliczyłem z 10km szutrem 😉 Cóż z oponami 26mm to prawie jak Gravel Bike 😉 Szuter bardzo przyjemny a na oponach (co dobra opona to dobra opona) S-Works Turbo żadnych nowych, dużych śladów. Same okolice na północny wschód od Legnicy fajne, naturalne, żeby nie powiedzieć lekko zapomniane przez cywilizację, no właśnie tylko te drogi….kiedyś chyba trzeba tam się wybrać na MTB zjeździć okolicę.

Takie asfalty! Wręcz dwupasmówka ;) Gravel Bike, o! Nad jednym ze stawów. Do mnogości ptactwa doliny Baryczy daleko, ot kilka kaczek i łabędzi w oddali ;) I tak na zmianę, kostka, szuter, dziurawy asfalt przez 30km Malczyce w ruinie, nic się nie ostało, a kiedyś była cukrownia, papiernia, port,

Oczywiście na koniec w okolicach trzeciego fajnego miejsca, czyli Łęgów nad Bystrzycą dostałem burzą po gębie, ale po 3 minutach wyszło słońce, więc nawet miło :) a na koniec pyszny placek po węgiersku na obiadek w domu, no! Udany dzień :)

Jest lipiec- burza musi być! :) Po taki obiad to ja mogę codziennie 6h jeździć ;)

Nowy sprzęt szosowy

Zanim zabiorę się za pisanie relacji z weekendu (było co jeździć- dwa mega fajne wyścigi- XCO w Wałbrzychu i Kopa Nowoleska, szkoda że oba zakończone pechowo), to czas na prezentację nowego sprzętu szosowego. W sumie szosa to szosa- w 95% służy mi do treningów, ale tak ziarnko do ziarnka, tu nowa część, tam nowa część i z Treka 1500 od którego zaczynałem w kilka lat złożyła się taka maszynka :)

Cóż….w sumie prawda jest taka, że od dobrych 3 lat w szosówce dużo nie zmieniałem, ot chyba tylko koła z większych rzeczy. Jeździła sobie na osprzęcie Sram Red 2×10 i chwaliłem sobie ten napęd. Rama Cannondale też bardzo fajna…..no ale trafiła się opcja zakupu sprzętu na DI2, więc cóż nie było na co czekać. W elektryce się zakochałem, ta prostota zmiany biegów w każdych warunkach praktycznie bez wysiłku, no i chyba co najważniejsze- koniec z obcierającym wózkiem przedniej przerzutki, który zawsze automatycznie dostosowuje się już do położenia łańcucha. Z zakupionego roweru testowałem jeszcze koła pod szytki stożki 50mm….toczą się super, szytki w zakrętach trzymają mega…ale chyba jednak do sprzętu typowo treningowego opony, mniej kombinacji, wymiana w każdej sytuacji i sumarycznie chyba tańsze. Jako, że najlepszy serwis im-motion odratował mojego tylnego Reynoldsa w którym systematycznie strzelały szprychy, to decyzja była łatwiejsza- na razie oponki, szczególnie że mam fajne Spece Turbo 26mm.

W plenerze ;)

Największy dylemat miałem z ramą. Lubiłem swojego Cannondale’a- mimo tego że przy tej klasycznej geometrii by mógł być z 1cm krótszy, mimo że już swój wiek ma, to fajna była ta rama i dużo z nią przeżyłem. Z drugiej strony mamy ramę made in china….choć wiadomo, że chińczyk chińczykowi nie równy i co innego podróbki Cipollini, a co innego Hong Fu czy właśnie Flyxxi. Rama nowsza o kilka lat od Cannona i przez to sztywniejsza, fajne profile i ciekawa geometria, do tego lżejsza…no ale ciągle w głowie się kołacze „chińczyk ,chińczyk” ;). Na korzyść Flyxxi przeważyło to, że była przystosowana do DI2, a Cannondale nie i by trzeba było go wiercić, kombinować i i tak nigdy by nie było idealnie, a rama już potem o dużo niższej wartości, bo kto kupi nie fabrycznie powiercony karbon ;). Minus chińczyka, że taki surowy, matowy karbon- postanowiłem go okleić jak S2 Cervelo, na wzór którego rama była projektowana. No ale co tam- obserwuję allegro- ramę tylko pod Di2 można czasem kupić za bezcen, bo jednak ten system jeszcze bardzo popularny nie jest.
Di2 ma baterię chowaną w sztycę, więc nic nie wystaje na zewnątrz. Resztę osprzętu w większości przełożyłem ze starego sprzętu. Aaaa- siodełko chyba moje pierwsze nowe od 10 lat 😉 Cud, może nie jest super lekkie, ale 4-godzinne treningi nie robią mi różnicy że tak powiem w krążeniu ;). Dużo osób poleca to siodełko na szosę i przyłączam się do tego grona…oczywiście w rozmiarze 143mm…a siodełko oczywiście z mojego ulubionego sklepu im-motion ;).
No i co tu więcej pisać- sprzęt wyszedł prawie 100g lżejszy niż poprzedni, przejechałem na sprzęcie ponad 1000km, jestem w pełni zadowolony, oby służył, a pełna specyfikacja ze zdjęciami jak zwykle w dziale rowery

Relacja ze Zdobywania Pradziada

Sam nie wiem czemu dopiero w tym roku wystartowałem w XXIV Ogólnopolskim Rajdzie Kolarskim „Zdobywamy Pradziada” – jazda indywidualna na czas- przecież lubię podjazdy, czasówki, lubię ładne góry i Czechy- a tu mam wszystko na raz jednego dnia. Czechy to trochę inny stan umysłu, czego ja tam nie widziałem przez te kilka godzin 😉 Sam wyścig udało się wygrać i zejść poniżej 30 minut. Na dokładkę „rozjazd” z Pawłem czyli ponad 70km i 1500m w pionie ;), a na deser Syr, Kofola i Studencka, jest git! Zapraszam na relację :)

Rower MTB na sezon 2016- Orbea Alma M20

Takie przysłowie- lepiej późno niż wcale. W tym wypadku było warto czekać, bo rower na ten sezon udał się całkiem fajny. Złożony na bazie Orbea Alma M20 z tego roku.

Rama super- ponad 100g lżejsza niż w moim poprzednim sprzęcie…..a tylko nadmienię, że w modelach M10 i Team rama waży podobno jeszcze 150g mniej….no cóż- może za rok 😉 Miałem rozterkę co do amortyzatora- z jednej strony SID mi pasował i jego ścigancka charakterystyka mi odpowiadała. Z drugiej strony nigdy w życiu nie jeździłem na Fox’ie. Obawiałem się trochę wagi widelca, który był zamontowany w M20stce….niepotrzebnie- z manetką ważył +/- 1628g. Po podmianie na fabryczny zestaw do blokady przy goleni (taki sam zabieg, choć wymagający dużo więcej kombinacji, miałem w SIDzie) waga spadła do 1541g, czyli raptem 20g więcej niż w Rock Shox. No i zostawiłem Fox’a- po pierwsze jednak amortyzator nowy (choć SID po 2 sezonach wyglądał całkiem przyzwoicie, ślizgi spoko, czarna anoda bez śladów zużycia). Po drugie- chyba z ciekawości :) Wiadomo, że teraźniejsze Fox’y, to już nie te kultowe konstrukcje sprzed lat….ale jednak coś mnie kusiło, aby spróbować i na razie nie żałuję. Reszta osprzętu to lekki mix tego na czym jeździłem do tej pory i kilka nowych części. Zyskałem kilkadziesiąt gramów na kołach, ale straciłem tyle samo na oponach, bo trafiły się wyjątkowo ciężkie sztuki….no może chociaż dzięki temu nie będą się przebijały :) Suma, sumarum sprzęt wyszedł 170g lżejszy niż rok temu. Niby nic, ale cieszy 😉 Wiadomo, że pewną kontrowersją jest napęd 2×9, ale kto mnie zna ten wie 😉 Nie ma dla mnie żadnego argumentu aby zmieniać- wszystko to jest marketing firm produkujących sprzęt. Zysk wagowy marny (o ile w ogóle, bo mój jeden gripshift waży 85g przerzutka też lekko ponad 100g, a kaseta 11s też nie waży poniżej 300g i co ważne nie kosztuje 150zł ;)). Wiadomo, że to temat na dużo większe rozważania, ale ten sezon jeszcze na 2×9.

Sprzęt objeżdżony na Kili Co tu nie mówić- fajny wyszedł

Teraz kilka zdań o tym jak się na rowerze jeździ- za mną pierwszy wyścig- Bike Maraton w Zdzieszowicach. Abstrahując od formy fizycznej, to sam sprzęt sprawdził się w 100%. Oczywiście muszę jeszcze lekko poeksperymentować z pozycją, siodełkiem, podkładkami pod mostek, ale już czuć że jest fajnie. Konstrukcyjnie rama jest topowa, niczego jej nie brakuje, a jest kilka fajnych rozwiązań. Bardzo podoba mi się wysoki komin rury podsiodłowej, który już w Zdzieszowicach odkrył swoje zalety. Był taki fragment- może z kilometr dość świeżym polem o nierównej nawierzchni, ale po płaskim- trzeba było ostro pedałować, ale cały czas siedzieć na siodełku. Rama świetnie amortyzowała wszystkie wstrząsy, a wysoki komin zachowywał się jak lekki softail. Mam tylko nadzieję, że hiszpańscy inżynierowie wszystko dobrze policzyli, bo jednak to dość długi kawał karbonu narażony na spore naprężenia, ale ścianki w tym miejscu są grubaśne, powinno wytrzymać moje kilogramy ;). Na koniec jak to zwykle bywa przy nowym sprzęcie- firmy dzięki którym rower wygląda jak wygląda. Jednak najpierw podziękowania dla Rose Polska za 2 lata współpracy. Mr. Big to był świetny sprzęt, na którym przejechałem tysiące kilometrów. Na tym rowerze wjechałem jako 2gi zawodnik na Śnieżkę, na nim udawało się wbijać do top3 open Bike Maratonów. Wracając jednak do Orbei- oczywiście przede wszystkim podziękowania dla Krzysztofa Wieczorka z Grupy Pol-Sport– dystrybutora marki Orbea. Dzięki też dla Pawła Ignaszewskiego ze sklepów im motion, gdzie zawsze znajdę to czego szukam, a i czasem Chłopaki użyczą kilka cięższych sprzętów na serwisie:) No! Teraz bierzemy się za szosówkę…..choć jeszcze dam jej przejechać w najbliższy weekend jej ostatni wyścig w tej konfiguracji:) A jeżeli ktoś jest ciekawy z czego dokładnie składa się mój MTB i ile ważą poszczególne komponenty- zapraszam na stronę w dziale Rowery

Pierwsza edycja Pucharu Strefy MTB- Głuszyca, ciąg dalszy testu Force Globe i wreszcie rower MTB na sezon 2016

Relacja z Głuszycy na szybko w formie wpisu….no bo o czym tu pisać 😉 Trochę się zawiodłem na tym wyścigu. Nałożyło się kilka czynników, które spowodowany, że ten start nie wypalił tak jak miał. Chyba będę chciał zamknąć klasyfikację generalną Pucharu Strefy MTB, więc trochę szkoda. A nie pykło bo: trochę się nawarstwiło w robocie (za to teraz już mam wizję ciut większego luzu :); bo się trochę start przesunął, myśleliśmy z Piotrkiem, że się przesunie jeszcze mocniej i rozgrzewka trwała 3 minuty co się odbiło mega zatkaniem po 2 minutach jazdy. Po trzecie coś mnie ostatnio pobolewało kolano i się odezwało na wyścigu niestety. No i po czwarte jednak 5*C to nie jest dla mnie dobra temperatura na ściganie ;). Cóż- tętno średnie 160HR mówi wszystko- ognia nie było na tym wyścigu….Tzn. nie- w sumie tak do 3/4 jechałem słabo, ale cieszyłem się zjazdami, które nawet wychodziły. Po zjechaniu do Głuszycy zaczęła się pętla dystansu Mega po drugiej stronie miasteczka, podjazd i….śnieg czy też taka grado- śniego mączka. W sumie z dwojga złego lepsze to niż deszcz, bo się odbija a nie moczy ;). Potem w okolicy PTTK Andrzejówka zjechał się ze mną jeden z Czechów, trochę się powiozłem na kole, przed nami większa ścianka do góry i mówi mi żebym jechał- no to pojechałem 😉 od tego czasu nawet w gazie, zjazd szlakiem granicznym wszedł mega fajnie, przesunąłem się o 2-3 pozycje, a na trawersie dogoniłem Piotrka, którego bardzo mocno ściągało w przepaść po lewej ;), razem przeszliśmy Roberta i dojechaliśmy na metę wspólnie. Nie był to wyścig życia, ale co tam 4 miejsce w M30 i 7 open, ujdzie :)

Na starcie fot. walbrzyszek.com https://www.facebook.com/WalbrzyszekCom/?fref=ts Pierwszy podjazd, jeszcze przez chwilę w czubie ;) fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Ostatni start na zastępczym sprzęcie fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Dwa Michały na podjeździe fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/

Trochę mam tyłów na www. Mam kilka ciekawych rzeczy do opisania, w następnym tygodniu szykuje mi się ciut więcej czasu, więc postaram się nadrobić. Na razie w dziale testy wjechała dalsza część opisu kasku Force Globe– wrażenia po pierwszej jeździe treningowej i po wyścigu indywidualnej jazdy na czas.
A na koniec- już jest! Docelowy rower MTB na sezon 2016 wreszcie objeżdżony i gotowy do jutrzejszego startu w Zdzieszowicach. Niedługo w dziale rowery dokładny opis.

Sprzęt objeżdżony na Kili Co tu nie mówić- fajny wyszedł

Relacja z Polanicy i Szlak Legend

Jak ktoś śledzi mój profil na Facebooku, to już wie, że choć jechało się dobrze i na wysokim miejscu, to wyścig w Polanicy zakończyłem pechowo. Cóż zdarza się taki sport- szczegóły w relacji:

Natomiast w następny dzień w ramach rozjazdu zabrałem Ewelinę na przejażdżkę w fajne miejsce, o którym Wam niedługo więcej napiszę. Chodzi mianowicie o gminę Ciepłowody i tamtejszy Szlak Legend. Bardzo fajne okolice, oprócz samego szlaku można jeszcze zahaczyć o uzdrowisko w Przerzeczynie, pocysterskie opactwo w Henrykowie czy Arboretum w Wojsławicach koło Niemczy. To taka mała zapowiedź, więcej detali wkrótce.

IMG_20160508_120651 IMG_20160508_124048

Weekend majowy- ITT Żmigród i Dzień w Suli Woods

Weekend majowy przechodzi powoli do historii, a jak zwykle jeżeli jest kilka wolnych dni, to jakoś trzeba to wykorzystać. Na początku miesiąca (w tym roku 1wszego maja) standartowo jazda na czas w Żmigrodzie, z której relacja pojawiła się na www już wieczorem tego samego dnia. Na dodatek jeszcze kilka fajnych zdjęć od Joanny Wołodźko / Wrocławska Gazeta Kolarska.

Początek trasy, oddech miarowy ;) fot. Joanna Wołodźko Wrocławska Gazeta Kolarska Koniec trasy- bezdech niekontrolowany ;) fot. Joanna Wołodźko Wrocławska Gazeta Kolarska Spina na całego, ostatnie 200m. fot. Joanna Wołodźko Wrocławska Gazeta Kolarska

Czasówka to raptem niecałe 30minut jazdy, po zawodach jeszcze godzinny lekki rozjazd z Żoną, więc nazajutrz nogi w miarę świeże, w każdym razie na tyle, że nie można było zmarnować pogody, która pozwalała przez cały dzień jeździć na króciaka :) Czekałem trochę z wypadem na Ślężę na nowy sprzęt….no ale znów taki dzień, taka pogoda, a do tego niedawno została otwarta nowa ścieżka- pierwszy etap budowy tras projektu Suli Woods.

Na początek jednak Ślęża, lekki trawers i na szczyt od Przełęczy Tąpadła. To taki mój test terenowy, pozwalający na monitorowanie postępów. Choć to był marny dzień na ten test, bo nogi zmęczone jednak trochę po wczorajszych 30min jazdy z trupa, a i ludzi na szlaku z uwagi na długi weekend sporo i nie obyło się bez zygzakowania i kilku dohammowań. Mimo wszystko, z dwoma zalanymi pod korek 0,7 bidonami wykręciłem 14:25, czyli tylko 11sek gorzej od rekordu….a w dolnym docinku, który jest bardziej płaski nawet poprawiłem czas. Mocy brakło pod koniec na bardziej stromym odcinku, więc albo zmęczenie, albo/i jeszcze z 2kg trzeba zrzucić 😉 Na Ślęży jak to na Ślęży- tłumy, ogniska, sielanka. Dwa kółka dla złapania oddechu i czerwonym w dół. Eh jutro biorę się za zmianę opon, ciągle czekam z tym na nowy sprzęt, ale nie widzę jazdy w Polanicy na 2,0″ po tych dziurawych drogach. Na kamolcach męczarnia, jednak duży balon w oponach 2,25″ robi robotę na takich trasach.
Jednak mimo wszystko…..taki odcinek czerwonym szlakiem do Sulistrowiczek wymagający dość dużego balansu pojechałem chyba najlepiej w życiu i to na tych cieniackich oponach….kolejne zalety zimowych treningów stabilizacji?

Na Ślęży

Ok, Ślęża objechana teraz czas na Radunię. W planach miałem najpierw odwiedziny na nowej Ścieżce Kross’a budowanej przez Szweda ze środków zbieranych społecznościowo, w której też tam jakiś procentowy wkład mam, więc trzeba było objeździć co moje i zrobić KOM’a na Stravie póki jakiś Poro czy inny wycinak zakrętasów i band nie przyjedzie ;). Druga część planu, to tzw. Tajemna poniżej szczytu Raduni. Nigdy po tej ścieżce nie jeździłem mimo tego, że startuje zaraz obok niebieskiego szlaku, którym nie raz kręciłem na szczyt górki.

Ścieżka Krossa- jak na początek prac fajna. Czuć trochę taki familijny klimat, ścieżka nie jest bardzo wymagająca idealna, żeby pokazać dzieciakom i na koniec skoczyć do knajpy pod którą się kończy….no i chyba taki trochę był zamysł. Sama ścieżka z drobnego żwirku, który na początku wydaje się słabo trzymający koło, ale po kilku zakrętach zyskuje się pewność i w sumie ani razu uślizgu nie zaliczyłem. To pierwszy weekend działania ścieżki, pewnie jeszcze trzeba będzie popracować nad stabilnością podłoża, bo w jednym miejscu koleina, w drugim lekko przebija glina, no ale powoli, to pierwsza taka ścieżka w okolicy, pewnie każda kolejna będzie lepsza. Sama trasa to na początku w sumie prosta lekko między drzewami. Im niżej tym więcej zakrętów, band, jeden stolik, kilka muld do pumpu, ze dwa drewniane mostki. Do kompletu jeden drop, z którego na razie nie korzystałem ;). Tak w 2/3 trasy lekki podjazd z dwoma zakrętami 180* i ostatni bardzo fajny, szybki fragment. Jak na pierwszą „zorganizowaną” ścieżkę jest spoko, całkiem spoko! 1,2km dobrej zabawy. Jedyne czego mi brakuje, to jakieś oznaczenia dojazdu do punktu startu. W weekend pewnie bez problemu, bo za tłumem, ale w dzień powszedni jak ktoś nie jest zorientowany w okolicy, to mu ciężko będzie trafić, no ale pewnie to kwestia czasu.

Początek Ścieżki Kross Koniec ścieżki pod Restauracją Zielone Wzgórze Się jeździ ;) Zalewamy bidony i w drogę szukać Tajemnej.

Dobra, ścieżka objeżdżona najlepszy czas na Stravie jest, kurcze a tyle tych endurowców w kolorowych goglach na trasie z wypasionymi fullami, a jednak ciągle się sprawdza, że kolarz XC jest najbardziej wszechstronny….no ale dobra jestem świadomy ułomności mojej techniki, długo się na 1m. nie utrzymam 😉 Tankowanie przy źródełku i dalej w drogę.
Drugi temat to Tajemna. Dużo o tej ścieżce słyszałem- pora przetestować. Co tu dużo mówić, kto był ten wie. MEGA! Taka naturalna, po prostu jakby ten teren był stworzony aby tam był singiel. Coś pięknego, na początku 2-3 małe ścianki, które pozwalają się napędzić, zakręty fajnie wyprofilowane, na całości ścieżki ze 3-4 rowy ze strumykami, czasami wyłożone kamieniami. Końcówka trochę słabsza- dużo korzeni, które mocno dają po rękach, a nachylenie już słabsze i flow już spada na sztywnym rowerze. Zaliczyłem trzy zjazdy, powoli zbliżała się 4ta godzina jazdy, więc udałem się do samochodu zaliczając jeszcze po drodze raz Ścieżkę Krossa, trawersując Ślężę i na koniec oczywiście odwiedzając cukiernię w Rogowie, gdzie trzeba było uzupełnić węglowodany- najlepiej kokosowym gniazdkiem z czarną porzeczką 😉 Mega dzień!

Chwila zadumy ;) Po kilku godzinach kręcenia nagroda się należy :)