Nowy sprzęt szosowy

Zanim zabiorę się za pisanie relacji z weekendu (było co jeździć- dwa mega fajne wyścigi- XCO w Wałbrzychu i Kopa Nowoleska, szkoda że oba zakończone pechowo), to czas na prezentację nowego sprzętu szosowego. W sumie szosa to szosa- w 95% służy mi do treningów, ale tak ziarnko do ziarnka, tu nowa część, tam nowa część i z Treka 1500 od którego zaczynałem w kilka lat złożyła się taka maszynka :)

Cóż….w sumie prawda jest taka, że od dobrych 3 lat w szosówce dużo nie zmieniałem, ot chyba tylko koła z większych rzeczy. Jeździła sobie na osprzęcie Sram Red 2×10 i chwaliłem sobie ten napęd. Rama Cannondale też bardzo fajna…..no ale trafiła się opcja zakupu sprzętu na DI2, więc cóż nie było na co czekać. W elektryce się zakochałem, ta prostota zmiany biegów w każdych warunkach praktycznie bez wysiłku, no i chyba co najważniejsze- koniec z obcierającym wózkiem przedniej przerzutki, który zawsze automatycznie dostosowuje się już do położenia łańcucha. Z zakupionego roweru testowałem jeszcze koła pod szytki stożki 50mm….toczą się super, szytki w zakrętach trzymają mega…ale chyba jednak do sprzętu typowo treningowego opony, mniej kombinacji, wymiana w każdej sytuacji i sumarycznie chyba tańsze. Jako, że najlepszy serwis im-motion odratował mojego tylnego Reynoldsa w którym systematycznie strzelały szprychy, to decyzja była łatwiejsza- na razie oponki, szczególnie że mam fajne Spece Turbo 26mm.

W plenerze ;)

Największy dylemat miałem z ramą. Lubiłem swojego Cannondale’a- mimo tego że przy tej klasycznej geometrii by mógł być z 1cm krótszy, mimo że już swój wiek ma, to fajna była ta rama i dużo z nią przeżyłem. Z drugiej strony mamy ramę made in china….choć wiadomo, że chińczyk chińczykowi nie równy i co innego podróbki Cipollini, a co innego Hong Fu czy właśnie Flyxxi. Rama nowsza o kilka lat od Cannona i przez to sztywniejsza, fajne profile i ciekawa geometria, do tego lżejsza…no ale ciągle w głowie się kołacze „chińczyk ,chińczyk” ;). Na korzyść Flyxxi przeważyło to, że była przystosowana do DI2, a Cannondale nie i by trzeba było go wiercić, kombinować i i tak nigdy by nie było idealnie, a rama już potem o dużo niższej wartości, bo kto kupi nie fabrycznie powiercony karbon ;). Minus chińczyka, że taki surowy, matowy karbon- postanowiłem go okleić jak S2 Cervelo, na wzór którego rama była projektowana. No ale co tam- obserwuję allegro- ramę tylko pod Di2 można czasem kupić za bezcen, bo jednak ten system jeszcze bardzo popularny nie jest.
Di2 ma baterię chowaną w sztycę, więc nic nie wystaje na zewnątrz. Resztę osprzętu w większości przełożyłem ze starego sprzętu. Aaaa- siodełko chyba moje pierwsze nowe od 10 lat 😉 Cud, może nie jest super lekkie, ale 4-godzinne treningi nie robią mi różnicy że tak powiem w krążeniu ;). Dużo osób poleca to siodełko na szosę i przyłączam się do tego grona…oczywiście w rozmiarze 143mm…a siodełko oczywiście z mojego ulubionego sklepu im-motion ;).
No i co tu więcej pisać- sprzęt wyszedł prawie 100g lżejszy niż poprzedni, przejechałem na sprzęcie ponad 1000km, jestem w pełni zadowolony, oby służył, a pełna specyfikacja ze zdjęciami jak zwykle w dziale rowery

Relacja ze Zdobywania Pradziada

Sam nie wiem czemu dopiero w tym roku wystartowałem w XXIV Ogólnopolskim Rajdzie Kolarskim „Zdobywamy Pradziada” – jazda indywidualna na czas- przecież lubię podjazdy, czasówki, lubię ładne góry i Czechy- a tu mam wszystko na raz jednego dnia. Czechy to trochę inny stan umysłu, czego ja tam nie widziałem przez te kilka godzin 😉 Sam wyścig udało się wygrać i zejść poniżej 30 minut. Na dokładkę „rozjazd” z Pawłem czyli ponad 70km i 1500m w pionie ;), a na deser Syr, Kofola i Studencka, jest git! Zapraszam na relację :)

Rower MTB na sezon 2016- Orbea Alma M20

Takie przysłowie- lepiej późno niż wcale. W tym wypadku było warto czekać, bo rower na ten sezon udał się całkiem fajny. Złożony na bazie Orbea Alma M20 z tego roku.

Rama super- ponad 100g lżejsza niż w moim poprzednim sprzęcie…..a tylko nadmienię, że w modelach M10 i Team rama waży podobno jeszcze 150g mniej….no cóż- może za rok 😉 Miałem rozterkę co do amortyzatora- z jednej strony SID mi pasował i jego ścigancka charakterystyka mi odpowiadała. Z drugiej strony nigdy w życiu nie jeździłem na Fox’ie. Obawiałem się trochę wagi widelca, który był zamontowany w M20stce….niepotrzebnie- z manetką ważył +/- 1628g. Po podmianie na fabryczny zestaw do blokady przy goleni (taki sam zabieg, choć wymagający dużo więcej kombinacji, miałem w SIDzie) waga spadła do 1541g, czyli raptem 20g więcej niż w Rock Shox. No i zostawiłem Fox’a- po pierwsze jednak amortyzator nowy (choć SID po 2 sezonach wyglądał całkiem przyzwoicie, ślizgi spoko, czarna anoda bez śladów zużycia). Po drugie- chyba z ciekawości :) Wiadomo, że teraźniejsze Fox’y, to już nie te kultowe konstrukcje sprzed lat….ale jednak coś mnie kusiło, aby spróbować i na razie nie żałuję. Reszta osprzętu to lekki mix tego na czym jeździłem do tej pory i kilka nowych części. Zyskałem kilkadziesiąt gramów na kołach, ale straciłem tyle samo na oponach, bo trafiły się wyjątkowo ciężkie sztuki….no może chociaż dzięki temu nie będą się przebijały :) Suma, sumarum sprzęt wyszedł 170g lżejszy niż rok temu. Niby nic, ale cieszy 😉 Wiadomo, że pewną kontrowersją jest napęd 2×9, ale kto mnie zna ten wie 😉 Nie ma dla mnie żadnego argumentu aby zmieniać- wszystko to jest marketing firm produkujących sprzęt. Zysk wagowy marny (o ile w ogóle, bo mój jeden gripshift waży 85g przerzutka też lekko ponad 100g, a kaseta 11s też nie waży poniżej 300g i co ważne nie kosztuje 150zł ;)). Wiadomo, że to temat na dużo większe rozważania, ale ten sezon jeszcze na 2×9.

Sprzęt objeżdżony na Kili Co tu nie mówić- fajny wyszedł

Teraz kilka zdań o tym jak się na rowerze jeździ- za mną pierwszy wyścig- Bike Maraton w Zdzieszowicach. Abstrahując od formy fizycznej, to sam sprzęt sprawdził się w 100%. Oczywiście muszę jeszcze lekko poeksperymentować z pozycją, siodełkiem, podkładkami pod mostek, ale już czuć że jest fajnie. Konstrukcyjnie rama jest topowa, niczego jej nie brakuje, a jest kilka fajnych rozwiązań. Bardzo podoba mi się wysoki komin rury podsiodłowej, który już w Zdzieszowicach odkrył swoje zalety. Był taki fragment- może z kilometr dość świeżym polem o nierównej nawierzchni, ale po płaskim- trzeba było ostro pedałować, ale cały czas siedzieć na siodełku. Rama świetnie amortyzowała wszystkie wstrząsy, a wysoki komin zachowywał się jak lekki softail. Mam tylko nadzieję, że hiszpańscy inżynierowie wszystko dobrze policzyli, bo jednak to dość długi kawał karbonu narażony na spore naprężenia, ale ścianki w tym miejscu są grubaśne, powinno wytrzymać moje kilogramy ;). Na koniec jak to zwykle bywa przy nowym sprzęcie- firmy dzięki którym rower wygląda jak wygląda. Jednak najpierw podziękowania dla Rose Polska za 2 lata współpracy. Mr. Big to był świetny sprzęt, na którym przejechałem tysiące kilometrów. Na tym rowerze wjechałem jako 2gi zawodnik na Śnieżkę, na nim udawało się wbijać do top3 open Bike Maratonów. Wracając jednak do Orbei- oczywiście przede wszystkim podziękowania dla Krzysztofa Wieczorka z Grupy Pol-Sport– dystrybutora marki Orbea. Dzięki też dla Pawła Ignaszewskiego ze sklepów im motion, gdzie zawsze znajdę to czego szukam, a i czasem Chłopaki użyczą kilka cięższych sprzętów na serwisie:) No! Teraz bierzemy się za szosówkę…..choć jeszcze dam jej przejechać w najbliższy weekend jej ostatni wyścig w tej konfiguracji:) A jeżeli ktoś jest ciekawy z czego dokładnie składa się mój MTB i ile ważą poszczególne komponenty- zapraszam na stronę w dziale Rowery

Pierwsza edycja Pucharu Strefy MTB- Głuszyca, ciąg dalszy testu Force Globe i wreszcie rower MTB na sezon 2016

Relacja z Głuszycy na szybko w formie wpisu….no bo o czym tu pisać 😉 Trochę się zawiodłem na tym wyścigu. Nałożyło się kilka czynników, które spowodowany, że ten start nie wypalił tak jak miał. Chyba będę chciał zamknąć klasyfikację generalną Pucharu Strefy MTB, więc trochę szkoda. A nie pykło bo: trochę się nawarstwiło w robocie (za to teraz już mam wizję ciut większego luzu :); bo się trochę start przesunął, myśleliśmy z Piotrkiem, że się przesunie jeszcze mocniej i rozgrzewka trwała 3 minuty co się odbiło mega zatkaniem po 2 minutach jazdy. Po trzecie coś mnie ostatnio pobolewało kolano i się odezwało na wyścigu niestety. No i po czwarte jednak 5*C to nie jest dla mnie dobra temperatura na ściganie ;). Cóż- tętno średnie 160HR mówi wszystko- ognia nie było na tym wyścigu….Tzn. nie- w sumie tak do 3/4 jechałem słabo, ale cieszyłem się zjazdami, które nawet wychodziły. Po zjechaniu do Głuszycy zaczęła się pętla dystansu Mega po drugiej stronie miasteczka, podjazd i….śnieg czy też taka grado- śniego mączka. W sumie z dwojga złego lepsze to niż deszcz, bo się odbija a nie moczy ;). Potem w okolicy PTTK Andrzejówka zjechał się ze mną jeden z Czechów, trochę się powiozłem na kole, przed nami większa ścianka do góry i mówi mi żebym jechał- no to pojechałem 😉 od tego czasu nawet w gazie, zjazd szlakiem granicznym wszedł mega fajnie, przesunąłem się o 2-3 pozycje, a na trawersie dogoniłem Piotrka, którego bardzo mocno ściągało w przepaść po lewej ;), razem przeszliśmy Roberta i dojechaliśmy na metę wspólnie. Nie był to wyścig życia, ale co tam 4 miejsce w M30 i 7 open, ujdzie :)

Na starcie fot. walbrzyszek.com https://www.facebook.com/WalbrzyszekCom/?fref=ts Pierwszy podjazd, jeszcze przez chwilę w czubie ;) fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Ostatni start na zastępczym sprzęcie fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Dwa Michały na podjeździe fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/

Trochę mam tyłów na www. Mam kilka ciekawych rzeczy do opisania, w następnym tygodniu szykuje mi się ciut więcej czasu, więc postaram się nadrobić. Na razie w dziale testy wjechała dalsza część opisu kasku Force Globe– wrażenia po pierwszej jeździe treningowej i po wyścigu indywidualnej jazdy na czas.
A na koniec- już jest! Docelowy rower MTB na sezon 2016 wreszcie objeżdżony i gotowy do jutrzejszego startu w Zdzieszowicach. Niedługo w dziale rowery dokładny opis.

Sprzęt objeżdżony na Kili Co tu nie mówić- fajny wyszedł

Relacja z Polanicy i Szlak Legend

Jak ktoś śledzi mój profil na Facebooku, to już wie, że choć jechało się dobrze i na wysokim miejscu, to wyścig w Polanicy zakończyłem pechowo. Cóż zdarza się taki sport- szczegóły w relacji:

Natomiast w następny dzień w ramach rozjazdu zabrałem Ewelinę na przejażdżkę w fajne miejsce, o którym Wam niedługo więcej napiszę. Chodzi mianowicie o gminę Ciepłowody i tamtejszy Szlak Legend. Bardzo fajne okolice, oprócz samego szlaku można jeszcze zahaczyć o uzdrowisko w Przerzeczynie, pocysterskie opactwo w Henrykowie czy Arboretum w Wojsławicach koło Niemczy. To taka mała zapowiedź, więcej detali wkrótce.

IMG_20160508_120651 IMG_20160508_124048

Weekend majowy- ITT Żmigród i Dzień w Suli Woods

Weekend majowy przechodzi powoli do historii, a jak zwykle jeżeli jest kilka wolnych dni, to jakoś trzeba to wykorzystać. Na początku miesiąca (w tym roku 1wszego maja) standartowo jazda na czas w Żmigrodzie, z której relacja pojawiła się na www już wieczorem tego samego dnia. Na dodatek jeszcze kilka fajnych zdjęć od Joanny Wołodźko / Wrocławska Gazeta Kolarska.

Początek trasy, oddech miarowy ;) fot. Joanna Wołodźko Wrocławska Gazeta Kolarska Koniec trasy- bezdech niekontrolowany ;) fot. Joanna Wołodźko Wrocławska Gazeta Kolarska Spina na całego, ostatnie 200m. fot. Joanna Wołodźko Wrocławska Gazeta Kolarska

Czasówka to raptem niecałe 30minut jazdy, po zawodach jeszcze godzinny lekki rozjazd z Żoną, więc nazajutrz nogi w miarę świeże, w każdym razie na tyle, że nie można było zmarnować pogody, która pozwalała przez cały dzień jeździć na króciaka :) Czekałem trochę z wypadem na Ślężę na nowy sprzęt….no ale znów taki dzień, taka pogoda, a do tego niedawno została otwarta nowa ścieżka- pierwszy etap budowy tras projektu Suli Woods.

Na początek jednak Ślęża, lekki trawers i na szczyt od Przełęczy Tąpadła. To taki mój test terenowy, pozwalający na monitorowanie postępów. Choć to był marny dzień na ten test, bo nogi zmęczone jednak trochę po wczorajszych 30min jazdy z trupa, a i ludzi na szlaku z uwagi na długi weekend sporo i nie obyło się bez zygzakowania i kilku dohammowań. Mimo wszystko, z dwoma zalanymi pod korek 0,7 bidonami wykręciłem 14:25, czyli tylko 11sek gorzej od rekordu….a w dolnym docinku, który jest bardziej płaski nawet poprawiłem czas. Mocy brakło pod koniec na bardziej stromym odcinku, więc albo zmęczenie, albo/i jeszcze z 2kg trzeba zrzucić 😉 Na Ślęży jak to na Ślęży- tłumy, ogniska, sielanka. Dwa kółka dla złapania oddechu i czerwonym w dół. Eh jutro biorę się za zmianę opon, ciągle czekam z tym na nowy sprzęt, ale nie widzę jazdy w Polanicy na 2,0″ po tych dziurawych drogach. Na kamolcach męczarnia, jednak duży balon w oponach 2,25″ robi robotę na takich trasach.
Jednak mimo wszystko…..taki odcinek czerwonym szlakiem do Sulistrowiczek wymagający dość dużego balansu pojechałem chyba najlepiej w życiu i to na tych cieniackich oponach….kolejne zalety zimowych treningów stabilizacji?

Na Ślęży

Ok, Ślęża objechana teraz czas na Radunię. W planach miałem najpierw odwiedziny na nowej Ścieżce Kross’a budowanej przez Szweda ze środków zbieranych społecznościowo, w której też tam jakiś procentowy wkład mam, więc trzeba było objeździć co moje i zrobić KOM’a na Stravie póki jakiś Poro czy inny wycinak zakrętasów i band nie przyjedzie ;). Druga część planu, to tzw. Tajemna poniżej szczytu Raduni. Nigdy po tej ścieżce nie jeździłem mimo tego, że startuje zaraz obok niebieskiego szlaku, którym nie raz kręciłem na szczyt górki.

Ścieżka Krossa- jak na początek prac fajna. Czuć trochę taki familijny klimat, ścieżka nie jest bardzo wymagająca idealna, żeby pokazać dzieciakom i na koniec skoczyć do knajpy pod którą się kończy….no i chyba taki trochę był zamysł. Sama ścieżka z drobnego żwirku, który na początku wydaje się słabo trzymający koło, ale po kilku zakrętach zyskuje się pewność i w sumie ani razu uślizgu nie zaliczyłem. To pierwszy weekend działania ścieżki, pewnie jeszcze trzeba będzie popracować nad stabilnością podłoża, bo w jednym miejscu koleina, w drugim lekko przebija glina, no ale powoli, to pierwsza taka ścieżka w okolicy, pewnie każda kolejna będzie lepsza. Sama trasa to na początku w sumie prosta lekko między drzewami. Im niżej tym więcej zakrętów, band, jeden stolik, kilka muld do pumpu, ze dwa drewniane mostki. Do kompletu jeden drop, z którego na razie nie korzystałem ;). Tak w 2/3 trasy lekki podjazd z dwoma zakrętami 180* i ostatni bardzo fajny, szybki fragment. Jak na pierwszą „zorganizowaną” ścieżkę jest spoko, całkiem spoko! 1,2km dobrej zabawy. Jedyne czego mi brakuje, to jakieś oznaczenia dojazdu do punktu startu. W weekend pewnie bez problemu, bo za tłumem, ale w dzień powszedni jak ktoś nie jest zorientowany w okolicy, to mu ciężko będzie trafić, no ale pewnie to kwestia czasu.

Początek Ścieżki Kross Koniec ścieżki pod Restauracją Zielone Wzgórze Się jeździ ;) Zalewamy bidony i w drogę szukać Tajemnej.

Dobra, ścieżka objeżdżona najlepszy czas na Stravie jest, kurcze a tyle tych endurowców w kolorowych goglach na trasie z wypasionymi fullami, a jednak ciągle się sprawdza, że kolarz XC jest najbardziej wszechstronny….no ale dobra jestem świadomy ułomności mojej techniki, długo się na 1m. nie utrzymam 😉 Tankowanie przy źródełku i dalej w drogę.
Drugi temat to Tajemna. Dużo o tej ścieżce słyszałem- pora przetestować. Co tu dużo mówić, kto był ten wie. MEGA! Taka naturalna, po prostu jakby ten teren był stworzony aby tam był singiel. Coś pięknego, na początku 2-3 małe ścianki, które pozwalają się napędzić, zakręty fajnie wyprofilowane, na całości ścieżki ze 3-4 rowy ze strumykami, czasami wyłożone kamieniami. Końcówka trochę słabsza- dużo korzeni, które mocno dają po rękach, a nachylenie już słabsze i flow już spada na sztywnym rowerze. Zaliczyłem trzy zjazdy, powoli zbliżała się 4ta godzina jazdy, więc udałem się do samochodu zaliczając jeszcze po drodze raz Ścieżkę Krossa, trawersując Ślężę i na koniec oczywiście odwiedzając cukiernię w Rogowie, gdzie trzeba było uzupełnić węglowodany- najlepiej kokosowym gniazdkiem z czarną porzeczką 😉 Mega dzień!

Chwila zadumy ;) Po kilku godzinach kręcenia nagroda się należy :)

Relacja z inauguracji sezonu- Bike Maraton Miękinia

Sezon zarówno na wyścigi, jak i na relacje ogłaszam otwarty! W ostatnią sobotę Bike Maraton Miękinia- nierówna walka z błotem i nieustające wyprzedzanie na drugiej pętli, na deser nurkowanie w błocie i zamykam drugą dychę open na Giga….niedosyt jest, ale stawka była silna, bo edycja w Miękini była równocześnie pierwszym etapem Pucharu Polski XCM i liczyła się do kwalifikacji na ME w maratonie MTB. Tyle, że w M3 pudło najniższe jest, a w Pucharze Polski Masters I nawet udało się wygrać…..nie powiem ilu było startujących…..coś nie chcą wyrabiać licencji PZKol maratonowi Mastersi. Zapraszam na RELACJĘ.

Zgrupowanie MTB Votum Orbea Team Wrocław w Przesiece

Jakoś tak ostatnio wszystko szybko leci. Dopiero co było Calpe, chwila moment i Święta, a po Świętach dwa dni i Przesieka, czyli doroczne zgrupowanie MTB Votum Team. Oficjalnie wyjazd trawa zawsze piątek- niedziela, ale jakoś ostatnie 2 lata przyjeżdżałem wcześniej. Tym razem chciałem wpaść w środę, ale coś mi się tam w pracy poprzesuwało, Wojtkowi z którym jechałem też bardziej pasował czwartek, no i z samego rana ruszyliśmy w góry z rowerami MTB i szosowymi.

No właśnie, mała dygresja na temat roweru MTB. Czekam jeszcze na docelowy rower na sezon 2016, cóż późno dość się dogadaliśmy z Orbeą i przez to się wszystko przesunęło w czasie. Nie chciałem już składać roweru na starej ramie, bo to zawsze jakieś niepotrzebne koszty- wbić nowy suport, linki, pancerze, stery i się zbiera kilka stówek. No ale w międzyczasie coś się udało kupić na allegro zastępczego (tak się udało że tez Orbea), z czego zgarnę jeszcze do roweru na 2016 fajne kółka (DT 1501), jedyny minus, to że ciut za mały, no ale nowy rower już bliżej niż dalej, może nie na Miękinie, ale już na kolejny start powinien być.

Wracając do Przesieki- we czwartek oprócz nas, przyjechali jeszcze Ania z Darkiem, Paweł i Mateusz. Ja pocisnąłem trening z Pawłem- całkiem przyjemny, na szosówkach, bo w terenie jeszcze mokro…. zresztą na szosie na początku też wilgotno, potem wyschło, nawet na chwilę słońce wyszło, ale na koniec dla równowagi nas zlało ;). Najpierw dowaliliśmy 4 serie tabat, potem 30sto sekundowe sprinty i zaraz po tym 20 minut podjazdu na progu FTP z Podgórzyna do Drogi Sudeckiej- to podjazd z Szosowych Górskich Mistrzostw Polski w których jechałem w 2014r- ostatnie metry to niezła ścianka z pewnie coś koło 20% nachylenia. Myślałem, że sobie zjadę do Borowic, ale Droga Sudecka chyba nie jest odśnieżana w zimie i coś jeszcze zalegało- cóż zjazd do Przesieki na obiadek :)

Tobołki spakowane- ruszamy! Mokro, ale nie pada...jeszcze ;) Dajmn....a sanki w domu ;)

W piątek rano zjechała się ekipa i przywiozła śnieg 😉 Krótka narada i idziemy biegać- ja zabieram pierwszą grupę i wraz z Mateuszem, Michałem, Piotrkiem i Danielem vel. Teściem 😉 idziemy biegać. Najpierw zielony do Borowic, jeszcze całkiem spoko, śniegu tyle co napadało w nocy. Ciekawiej zrobiło się przed Karpaczem- śnieg jeszcze z zimy, miejscami pod nim rzeczka, więc w butach powoli zaczęło robić się mokro, dobrze że przy bieganiu to szczególnie nie przeszkadza. Dobiegliśmy pod Wang, pamiątkowe zdjęcie i ruszamy dalej. Podziękowania dla miłego Pana w kasie KPN, który nas wpuścił za free, bo potrzebowaliśmy tylko chwilkę wbiec w kierunku Śnieżki (choć chłopaki z tyłu szemrali, że tak w ramach Prima Aprilis ich chyba na Śnieżkę ciągnę 😉 ), aby po kilkuset metrach odbić żółtym szlakiem na Borowice. Ten fragment był najbardziej sexy :) niby mało śniegu, a Teściu raz się schował cały, a to nie mały chłop :). Niby szlak, a chwilę po tym zbiegamy rzeką. Pod śniegiem gałęzie i ogólnie masa zabawy :) Przed OW Kaliniec mijamy się z druga grupą z Votum, która wyrusza biegać, a nas przejmuje Darek, salę kominkową przemeblowaliśmy na siłkę i wszedł całkiem fajny trening stabilizacyjny….a po obiedzie wyszło słońce i zakończyliśmy dzień trzema kilkunastominutowymi podjazdami

Zima Panie Kościółek Wang Z ekipą! Core Stability Taka siłka :) Mały backstage z wieczornej sesji studyjnej

Sobota przywitała nas już wiosenną pogodą i tak już było do końca wyjazdu. Rano dojechał Prezes i Bartek wraz z Rafałem i tak to było nas już 20 osób….niezła ekipa- takiego oblężenia Przesieka z naszej strony jeszcze nie przeżywała. W sobotę i niedzielę jeździliśmy już na rowerach MTB. Darek pokazał kilka nowych ścieżek w okolicy. Śnieg i wilgoć w lesie dość szybko znikały i można było dość komfortowo trenować w terenie. Bida tylko taka, że nam zepsuli zjazd koło wodospadu- ot postanowili sobie schody zbudować :/ straszne to jest jak się urbanizuje góry, niedługo to windy będą montować albo o ruchome schody. Co jestem ostatnio w jakimś rejonie gór, w którym dawno nie byłem, to zamiast urokliwego szlaku kostka brukowa, dramat jakiś. No ale poza tym fajnie, treningi wchodziły ładnie. Drużyna się zintegrowała jeszcze bardziej, miło spędziliśmy czas, aż szkoda że to tylko raz do roku. Udało się jeszcze zrobić sesję fotograficzną, zarówno studyjną jak i w plenerze- zgrupowanie wypaliło w 100%.

Wspólny posiłek bezpośrednio po treningu- to jest zawsze świetne w OW Kaliniec. Sobotnia sesja plenerowa Jest i zarząd :) Ech te dziewczyny, miała być sesja na powaznie, a One jak zwykle ;) . Podjazd pod Zachełmie Z moją ulubioną zawodniczką :)  :) . Taka drużyna!

Po zgrupowaniu trochę odpoczynku, w tygodniu jeden mocniejszy trening na górce na Osobowicach. Dziś leje cały dzień, więc wybrałem siłkę + spinning, jutro ma być ciut lepiej i dobrze, bo MTB Votum Team prowadzi objazd trasy BM w Miękini. Darek obstawia dystans Mega, a jak rok temu poprowadzę objazd na Mini, więc zapraszam wszystkich chętnych na 11:00 pod ośrodek sportu w Miękini ul. Sportowa.

Jutro objazd trasy z MTB Votum Orbea Team Wrocław

Ostatnie biegówki i finał WNoF

Czas w kierunku nowego sezonu pędzi nieubłaganie…. forma rośnie, waga spada, treningi coraz bardziej specjalistyczne….tylko coś pogoda zdaje się nie nadążać ;). Jakoś miesiąc temu zaczynało się zgrupowanie w Hiszpanii i w życiu mi nie przyszło do pomyślenia, że po tych 2 tygodniach jazdy w ciepełku przyjdzie mi jeszcze wyskoczyć na biegówki. No ale cóż- sypnęło śniegiem, Rodzina wybierała się na zjazdówki do Zieleńca, no to nie mogłem przepuścić okazji ;). Zapowiadał się piękny dzień, choć góry z rana trzymały mgłę, ale koło 12 zrobiło się na 2-3 godzinki przepięknie, słonecznie i trochę nawet wiosennie. Pyknęło prawie 60km, dobre 6 godzin treningu, no i to był już faktycznie chyba ostatni raz w tym roku (oby 😉 ).

Mgliste początki na Velkej Deštnnie Żeby nie było- biegam klasykiem, łyżwą tylko krótkie odcinki (bo jednak na nartach do klasyka to nie to) jak mi się znudzi i ew. do zdjęć bo fajniej wygląda ;) Taka wiosna! :) A na koniec znów więcej chmurek, ale klimacik fajny :)

Pożegnanie zimy nr już sam nie wiem który w tym roku 😉

Góry Orlickie oblatane :)
https://www.strava.com/activities/518566823/embed/0e15e0b14fee90e5f3cdff7f428fef204d2eb0eb

Opublikowany przez Mikemtb.pl – strona rowerowa Mike'a, Michał Antosz na 16 marca 2016

Z ciekawych rzeczy w zeszłym tygodniu odbył się ostatni etap biegów na orientację Wrocław Night o-Fight. Z racji na to, że był to finał, to zawody rozgrywane były w innej formule niż pozostałe 4 edycje- zawodnicy nie startowali z minutowymi interwałami, tylko tym razem wszystkie punkty z klasyfikacji generalnej zostały przeliczone na stratę czasową i start odbywał się w formie biegu pościgowego. Ciekawe doświadczenie- szczególnie, że w okolicy mojej minuty startowało chyba z 10 zawodników w ciągu 60sek, w tym Janusz z którym przez cały cykl się zakumplowaliśmy i Krystian z Mitutoyo AZS Wratislavia. Piotrek natomiast startował już po wszystkich, bo nie miał wymaganych trzech startów do generalki.
Do tej pory startowałem w trzech edycjach. We czwartej- odbywającej się na Narodowym Forum Muzyki niestety nie mogłem brać udziału, bo byłem wtedy na zgrupowaniu. Bardzo mi szkoda tego etapu, bo to musiało być świetne doświadczenie tak bardzo odmienne od innych biegów. No dobra NFM znam całkiem nieźle, bo spędziłem tam kilka dni w robocie podczas budowy ;)….choć w sumie tylko na parterze i +1, a bieg był chyba na sześciu czy ośmiu poziomach :)
W każdym razie po trzech edycjach (z czego punktowałem na dwóch) zajmowałem odległe 82 miejsce w kategorii M Senior (roczniki 72-99). Może w biegach na orientację tak zawsze jest, sam nie wiem, doświadczenie z biegiem pościgowym żadne, ale interwały czasowe na które zostały przełożone dotychczasowe punkty były bardzo małe- no ale dla mnie tym lepiej, bo ostatni etap zlokalizowany był na Bartoszowicach. Może nie powiem, że to moja parafia, bo przez większość życia mieszkałem na Biskupinie, no ale nie daleko i często tu bywam- miałem nadzieję że to pomoże. Szczerze jednak….jak się jest zapatrzonym w mapę i patrzy się tylko na te kreseczki i ścieżki, to znajomość terenu ma małe znaczenie. Chyba tylko jeden z 20kilku punktów kontrolnych był umieszczony tak, że patrzę na mapę i „o to tam pod pawilonem handlowym między mięsnym a byłym fryzjerem, gdzie swojego czasu kręcono „Pierwszą Miłość” 😉
Fakt jednak jest taki, że w tym dniu byłem w gazie i to zarówno orientalistycznie i wydolnościowo. Pomieszałem się tylko przy jednym punkcie lekko- strata może 10sek. Reszta znaleziona bez błądzenia, choć często wybierałem ciut dłuższe warianty dobiegu, żeby mieć pewność. A nogi niosły same, serducho na koniec po 25min pokazało na zegarku średni puls 178 i max 185….5:03 min/km licząc razem z rozkminianiem mapy i podbijaniem punktów :) Fajnie :) To były świetne imprezy, wręcz idealne dla kolarza na zimę. Dobry bieg ostatnim etapie wywindował mnie na 18naste miejsce w klasyfikacji generalnej…fajny awans 64 miejsca :)

Punkt Kontrolny na placu zabaw ;) kiedyś nieopodal po maturze chodziliśmy na kremó....na siłownie znaczy się ;) moja dzielnia! :) Foto (C) Dobre Światło https://www.facebook.com/dobreswiatlo/ Lubię ślady GPS z biegów na orientację :)

W weekend jeszcze docisnąłem obciążenie treningowe, a teraz już trochę odpoczywam, bo mam zamiar pojeździć trochę w Święta (jak zwykle po Podkarpaciu), potem dzień-dwa regeneracji i zgrupowanie MTB Votum Orbea Team Wrocław w Przesiece. W międzyczasie składanie nowego sprzętu na sezon 2016 i lada dzień pierwsze starty :)

A z nowości na stronie pojawił się jeszcze test kasku do jazdy na czas Force Globe

Szyba robi robotę :)

Podsumowanie zgrupowania w Calpe

To już tydzień jak wróciłem z Hiszpanii, więc najwyższa pora napisać co się działo w ostatnich dniach i podsumować zgrupowanie. Pogoda do końca była juz przecudna, czasem trochę powiewało, ale najważniejsze że było słoneczko, bo to ono cieszyło i nawet wtedy te górsko-morskie wiatry tak bardzo nie przeszkadzają :)….zresztą jakoś tak zazwyczaj się udawało, że było pod wiatr na początku, a pod koniec treningu już tylko łapać podmuchy w żagle i lecieć 50 km/h…w końcu moc się musi zgadzać 😉
Z ciekawych rzeczy- kiedyś wieczorem przeszliśmy się po starej części miasta, o której w sumie do tej pory nie miałem pojęcia. Wieczorem wąskie uliczki miały swój klimat, a i udało się czasem podpatrzeć jakieś lokalne tradycje (np. próby do procesji, pewnie Wielkanocnej- 16 osób zamkniętych w metalowym stelażu na którym pewnie w święta będzie coś ciekawego- o! nawet się doszukałem na YouTube). Dzień później wybrałem się w ramach rozjazdu na zwiedzanie starówki. Jest kilka fajnych miejsc, skwerów, samych zabytków dużo nie ma, ot fragment murów miejskich i dwa nie takie wiekowe kościoły, ale całość z wieloma kameralnymi restauracjami tworzy ciekawy klimacik.

Wąskie uliczki w Calpe Jeden ze skwerów z wmurowanymi tabliczkami z ciekawymi informacjami Mury miejskie i.....armaty! Trening przez procesją Hiszpańskie schody

A co do treningów. Ostatni mikrocykl udany. Znów w jeden dzień męczyłem Benissę i Cumbre del Sol. To ostatnie to miejscówka gdzie rok temu miał miejsce finish jeden z etapów Vuelta a Espania. W drugi dzień na przemian sprinty pod malowniczym miasteczkiem Parcent i wspinaczki pod Coll de Rates. A w ostatni dzień….a to potem 😉 na razie jeszcze trochę o kulturze, a dokładniej rzecz biorąc o kuchni :)…no bo jakoś chyba na dwa dni przed wyjazdem zebraliśmy się w kilka osób na lokalny przysmak jakim jest Paella, czyli w skrócie ryż gotowany na wywarze z owoców morza…no i same owoce morza do kompletu. Próbowałem kiedyś robić w domu jednak to nie to samo 😉 Wiadomo, że smakuje 1000x razy lepiej po ciężkim treningu, jedząc ze znajomymi w blasku śródziemnomorskiego słoneczka. Mniam, polecam jak ktoś będzie w okolicy, szczególnie że to potrawa charakterystyczna dla okolic Walencji.

Taki ładny baner Tom Dumoulin ma na mecie. Paella, czyli potrawa z cyklu jak się dobrać do tego skorupiaka ;)

Do końca wyjazdu uskuteczniałem poranne rozruchy i ćwiczenia stabilizacyjne. Stanie na piłce już chyba opanowane, rekord to pewnie z 2 minuty, więc idę dalej i teraz czas na przysiady :) No dobra- wracając do treningów- w ostatni dzień wreszcie udało nam się pojechać z Piotrkiem dłuższą traskę zaliczając przy okazji miejsce gdzie nie byliśmy ani w tamtym, ani w tym roku- Puerto de Tudons (port de Tudons)- przełęcz o wysokości 1024m. Wcześniej przejeżdżaliśmy m.in. przez Guadalest…..chyba jednak zmieniam moje ulubione miasteczko w tej górskiej okolicy- dotychczas no.1 dla mnie to było Castell de Castells (za położenie wśród totalnych gór, w dolince) , ale teraz chyba jednak najbardziej mi się podoba Guadalest. Ot miasteczko co nie ma nawet 200 mieszkańców, ale za to ma… dwa zamki (z czego jeden z XI w.), kościół z ~1750r, więzienie z XII w……i 9(sic!) muzeów…..189 mieszkańców;). Główne zabytki są położone na skałach nad urwiskami….widoki przepiękne….tylko zdjęcia mi się coś marne zrobiły i z daleka :(….no ale kiedyś przecież jeszcze się tu wróci :). A! Podjechaliśmy jeszcze nad zalew na rzecze Rio de Guadalest- przepiękny kolor wody, a zalane 86 ha. Aj! Bym zapomniał, za dużo atrakcji jednego dnia, na samym początku treningu…czyli około 60km 😉 podjechaliśmy na tzw. Coll de Rates 2, czyli jeszcze dobre 300m w Pionie od restauracji na przełęczy do stacji meteorologicznej….wprawdzie przez chwilkę jest kiepski szuter, a potem dość marny asfalt (o nachyleniu miejscami dochodzącym do 20%; średnie 10%)….ale…jakie widoki z góry. Benidorm jak na dłoni, a po drugiej stronie wszystko od Deni przez Pego, aż gdzieś tam pewnie po miasto Gandia.

Dobrze, że nie rozumiem hiszpańskiego i nie wiem, że te liny są przeznaczone dla dzieci w wieku 10-14 lat ;) Coll de Rates 2.0- dalej i wyżej się już nie da Widoki na Denię Zalew na Río Guadalest Miasteczko Guadalest i górujące nad nim zamki Koniec podjazdu na Puerto de Tudons Pożegnalna fotka na końcu ostatniego treningu. Takie zachody słońca!

Co jeszcze- suche liczby, czyli 1284km, 54h aktywności i 23000m w pionie (bez korygowania)….a w ostatni dzień piękna jazda na dobicie- 186km, 3800m i 7h:30m. Tydzień po zgrupowaniu aktywnie odpocząłem- ot dwie jazdy na CX, trochę basenów i raz siłka, coś też potruchtałem na luzie…..a od dziś wracamy na właściwe tory- po treningu Garmin pokazał mi 71h odpoczynku…..no cóż to chyba awansem na poniedziałek, bo przecież jutro też jest dzień 😉
Na koniec chcę Was zaprosić do lektury magazynu Szosa- chyba jeden z fajniejszych numerów, dużo ciekawych artykułów. Jeden szczególny, bo z moim skromnym udziałem- przy okazji testu roweru B’Twin Mach 470. Bardzo fajny tekst, gdzie znajdziemy wywiad z Bartoszem Huzarskim przepleciony opisem rundki treningowej w okolicach Masywu Ślęży.

Polecam ostatnią "Szosę"