Archiwum kategorii: PZKol

Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB- Srebrna Góra 11.09.2021

W ostatnich sezonach (głównie z racji na lokalizację) jakoś nie po drodze było mi na Mistrzostwa Polski w maratonie MTB. W tym roku zawody rozgrywane były w Srebrnej Górze, więc nie było za dużo dylematów. Oczywiście treningowo byłem w czarnej pupce. Tak realnie to ostatni mocny tydzień to był 9-15 sierpnia i to też bardziej wycieczkowo (bikepacking) niż treningowo. Potem tydzień odpoczynku przed Uphill Śnieżka, następnie 2 na maxa stresujące tygodnie, gdzie sprawy zawodowe wzięły górę. No i ostatni tydzień przed MP. Wiadomo- mocnych treningów nie było sensu robić, bo by narobiły więcej szkody niż pożytku. Miałem nadzieję, że organizm pamięta dłuższe dystanse z początku sierpnia i wystarczy mu 2h przepalenie na wyścigu tydzień przed MP. Ostatnie kilka dni spędziłem rodzinnie w Polanicy i choć może kilkanaście tyś. kroków każdego dnia nie wpływało korzystnie na formę, to za to fajnie spędzony czas i wysypianie się zrobiło robotę. Każdego dnia też krótki trening, lekki ale z elementami techniki, bo z tą też jestem w lesie (oczywista sprawa kiedy się nie ścigasz tydzień w tydzień, a czas na to żeby pojechać w góry tak o, potrenować technikę? W ogóle nie ma tematu 😉 )

fot. Kasia Rokosz

Oczywiście nie nastawiałem się absolutnie na nic jeżeli chodzi o wynik. Szczególnie, że tydzień temu w Henrykowie na dość prostej trasie, skurcze miałem już po 1,5h. Nie ukrywam, że mój aktualny poziom sportowy jest taki, że mam wyrąbane na kwestie suplementacji, odżywiania i wszystkich innych tzw. marginal gains. Pomyśleć, że kiedyś drukowałem profil trasy na ramę, a teraz jadąc na MP nawet nie wiedziałem gdzie są bufety ;). Podszedłem do wyścigu mentalnie poprzez analogię. Jelenia Góra 2015 jechałem beznadziejny wyścig- Jelenia Góra 2016 MP- zabrakło 1:41 do koszulki mistrza Polski. Ostatnia Srebrna góra chyba 2019 jechałem beznadziejnie- teraz będzie dobrze 🙂

fot. Grzegorz Drosiński

Start. Założenie jest proste. Wyścig będzie trwał ze 4-4,5h- nie można przegiąć na początku- szczególnie kiedy tak jak ja nie ma się formy. Zakładam sobie tak z czapki, żeby nie przekraczać tętna 172-173, choć oczywiście czasami trzeba docisnąć mocniej na chwilkę. Pierwszy tłok i podjazd asfaltem jakoś idzie. Początkowe zjazdy jakieś takie strasznie sypkie- opony tańczą strasznie. Wjazd na single i…..korek chyba jednak te single za wcześnie jak na taką ilość zawodników, aż strach pomyśleć co było w dalszej części stawki. Zjeżdżamy się tu z Piotrkiem i Kawalem i jedziemy z grubsza we trójkę kilka km. Marcin niestety rozcina oponę, w sumie na takim odcinku asfaltowo- szutrowym, więc straszny pech. Zostajemy z Piotrkiem we dwóch. Sam trochę biedzę na singlach, potrzebowałem odrobinę czasu żeby się ogarnąć. Kwintesencją biedzenia był drugi bufet. Bidony podawał nam Mirek- ojciec Piotrka za co wielkie dzięki, to nieoceniona pomoc. No ale na drugim bufecie jakoś nie ogarnąłem, za późno zauważyłem, najpierw chwyciłem bidon zamiast wyrzucić stary, potem przekładanie z ręki do ręki, wywalam stary a tu już jakaś kładka z poprzecznie ustawionymi belkami drewna do podjechania, a ja bidon w jednej ręce, przełożenie jakieś ze zjazdu jeszcze 😉 Ogólnie wtopa, dramat i 10sekund w plecy 😉 Dobra skupiam się i od tego czasu już jakoś technicznie ogarniam trasę w czym zasługę ma też Piotrek, bo dobrze mi się zjeżdża na kole kogoś odrobinę szybszego. Zjazdy niestety w większości słabe. Tzn. szybkie, niezbyt trudne=bardzo niebezpieczne. Serio bezpieczniej jest zjeżdżać 10km/h po ciężkim technicznie zjeździe niż 50km/h po luźnym szutrze, szczególnie na początku w peletoniku. Dwa razy trafiam na kamień spod koła (albo jakaś wyrwę, przy tej prędkości ciężko nawet zauważyć), gdzie rzuca rowerem na tyle mocno że wypina mnie z buta, ale wyratowane. Jednak najwięcej strachu najadłem się na przejeździe przez wybrukowany wał, niezbyt wysoki, jakoś tak niepozornie wyglądał. Na tyle niepozornie że olałem te „!!!” (bo często bywa, że takie oznaczeni jest nadużywane i niby trzy wykrzykniki a ja się zastanawiam o co chodziło i co tam było groźnego). No cóż nie tym razem. Skończyło się słabo kontrolowanym wybiciem i lądowaniem na przednim kole przy prędkości pewnie około 40-45 km/h…nie wiem jak to ustałem, ale potem nic już mi nie było straszne 😉 Piotrek został trochę w tyle, twierdził potem że przyśpieszyłem, ale ja po prostu dalej nie wychylałem się za 170hr, podchodząc z respektem do trasy i własnych możliwości. Niestety to nie pomogło i już po 2,5 godzinie miałem pierwsze oznaki skurczy. Szkoda- wiedziałem, że kluczowy będzie ostatni podjazd, którego nachylenie mi bardzo pasowało. Miałem nadzieję, że jadąc sensownie wyścig będę miał z czego tam depnąć…teraz wiedziałem, że będzie tylko gorzej. Zluzowałem na chwilę i jakie było moje zaskoczenie, kiedy to na bardzo twardym i wymagającym podjeździe pod Czeszkę po skurczach nie było śladu. W międzyczasie zaczęliśmy wyprzedzać takie osoby, że albo wszyscy mieli bombę, albo to jednak my jechaliśmy dobrze. W sumie z większej grupki w której jechaliśmy zostaliśmy tylko z Piotrkiem i też fajnie, równo jadącym Tomkiem Balem.
Niestety, na przedostatnim krótkim podjeździe skurcze zaatakowały ze zdwojoną siłą. Musiałem odpuścić. chłopaki pogonili do przodu. Chwila zjazdu, ja ledwo dopedałowuję, zerknięcie oka prawy na mięsień przyśrodkowy w okolicach kolana- w ogóle nie pracował- był na stałe skurczony. Przyszło mi na myśl, żeby go rozciągnąć i to była najgłupsza rzecz jaką mogłem zrobić ;). Wypiąłem nogę i w czasie jazdy dociągnąłem piętę do tyłka- momentalnie potworny skurcz dwugłowego uda. Teraz byłem już załatwiony podwójnie ;). Zaczyna się długi, ostatni podjazd, a ja zamiast włączyć turbo muszę rozkręcać skurcze. Gdzieś tam pod sam koniec udaje się trochę przyśpieszyć, no ale tak miało być od początku. No ale nic, mogę mieć pretensję tylko do siebie. Jak się olewa żywienie przez pół roku, to potem łykanie Asparginu i picie Wielkiej pieniawy przez 5 dni dużo nie pomogą. Na wypłaszczeniu przed zjazdem do mety nawet zbliżam się do Piotrka. Jesteśmy w tej samej kategorii, a patrząc realnie na to z kim jedziemy open, to jest szansa na fajne miejsce w Mastersach. Niestety zjazd A-linem specjalnie mi nie leży i tak jak w 2019 tak i teraz tracę tam cenne sekundy. Nawijka do mety, jeszcze kilka obrotów i koniec. 3:57:56. 33 miejsce open…i 4 w Masters I.

fot. Grzegorz Drosiński

Jeszcze kilka zdań o trasie. Single są fajne, ale nie na zawody, a już na pewno nie na Mistrzostwa Polski….a już niedopuszczalne jest umieszczanie singli na odcinkach gdzie mieszają się dystanse. To nie jest ani bezpieczne ani przyjemne- zarówno dla nas jak i dla wyprzedzanych (tez pewnie by woleli spokojnie jechać, a nie ciągle ustępować miejsca ). Jeden z manewrów wyprzedzania kończę na drzewie przygrzewając w niego barkiem i kaskiem o konar którego nawet nie zauważyłem, bo skupiłem się na bezpiecznej odległości od mijanego zawodnika z krótszego dystansu. Mistrzostwa Polski to powinna być po prostu osobna impreza i tyle, choć oczywiście wiem, że z powodów finansowych tak nie będzie…choć kiedyś się jakoś dało.

fot. Bikemaraton

Czy jestem zadowolony? Mówię trochę przez zęby, ale jednak „oczywiście”. Patrząc na nazwiska za mną w tabeli wyników nawet bardzo. Wiadomo- czwarte miejsce zawsze niesie z sobą niedosyt, szczególnie że zdarza mi się to na Mistrzostwach Polski…chyba już 4 raz, a nigdy nie byłem wyżej. Chyba jak się kiedyś uda medal to się popłaczę ze szczęścia. Z drugiej strony- uczciwie mówiąc. Ostatni okres stricte podporządkowany treningowo w życiu to była zima-wiosna 2017. To by było wręcz niedorzeczne, gdyby się udało zdobyć medal. No nic jeszcze mi przyjdzie na niego poczekać. Na osłodę mamy brąz Piotrka dla naszego teamu. Ogólnie rzecz biorąc to był dobry ścig, zarówno jeżeli chodzi o dyspozycję jak i o całą otoczkę. Fajnie jest jednak pojechać Mistrzostwa Polski, aż pożałowałem że nie stawiłem się na MP w XC, cóż może za rok, a może wcześniej przełaje…kto wie, nie da się zdobyć medalu lub koszulki nie próbując.

Podsumowanie Pucharu Polski XCM 2016

Ostatnie dwa weekendy upłynęły pod znakiem Pucharu Polski XCM- najpierw przedostatnia edycja w ramach Bike Maraton w Ludwikowicach Kłodzkich, a w ostatnią niedzielę finał w Kielcach organizowany przez Mazovia MTB podczas Bike Expo. Opis skrótowy nawet nie w dziale relacje, tylko tutaj w formie wpisu, bo zaraz chcę się skupić na całokształcie pucharu, szczególnie, że kilka osób mnie o to prosiło.

Ludwikowice Kłodzkie- nowa lokalizacja, długi podjazd na sam początek, który fajnie ustawił stawkę, ciekawie rozwiązane trasy w okolicy Wielkiej Sowy, bo zarówno ten podjazd jak i zjazd nie był chyba nigdy wykorzystywany podczas wyścigu. Potem trochę mniej wymagające technicznie odcinki, w sumie taki akurat maraton na końcówkę sezonu. Jechało mi się całkiem spoko, choć rozkręciłem się dopiero na drugim kółku i udało się jeszcze 3-4 osoby wyprzedzić na ostatnich 15km. Wynik open marny, bo 18m, no ale trochę elity walczyć o punkty Pucharu Polski się zjechało, ważne że pierwsze miejsce w M3, więc wpadło 700pkt do generalki Bike Maraton, co mi pozwoliło trochę odetchnąć jeżeli chodzi o klasyfikację przed finałem w Świeradowie. 1m. również w Pucharze Polski w kat. Masters I.

fot. Anka Aries-Baran Dekoracja PP Masters I fot. Kasia Rokosz https://www.facebook.com/kasiarokoszfotografia/?fref=ts

Mazovia Kielce. Cóż mój pierwszy raz na Mazovi w życiu i powiem tak…cieszę się, że ścigam się w górach. Do tego jeżdżąc w większości w cyklu Bike Maraton nie zauważa się jak dobrze jest on zorganizowany. Małe szczególiki, które stanowią o jakości imprezy, małe szczególiki, które składają się na całość. Tracki gpx, profile i mapy, dokładne informacje o trasie, trzymanie się ramówki godzinowej, zabezpieczenie trasy przed samochodami i dopięcie masy małych rzeczy- tego niestety na Mazovi zabrakło. No bo jak może być, że 20m po starcie zawodnicy natrafiają na bramę automatyczną, która dopiero się otwiera, jak może być, że nagle na 5km zza zakrętu wprost na peleton jedzie z przeciwka rozpędzony samochód, jak może być, że jadąc wzdłuż torów trafia się na trzy busy remontujące trakcję i zostaje 0,5m na przejazd. Przecież ja sobie wyobrażam co się działo w dalszych sektorach, gdzie ścisk i tłum. Ja byłem pewny, że przy tym poziomie dogadania się z różnymi służbami, to po wjeździe na wiadukt kolejowy zaraz przemknie obok pendolino 😉
Dobra koniec biadolenia- miało być skrótowo 😉 – wyścig szybki, bardzo szybki, sekcja „górska” minęła w oka mgnieniu i została dojazdówka do mety, ale ostatnio w sumie już od MP XCM taki schemat wyścigu się powtarza i w sumie mi pasuje, potrafię się zagiąć i jadąc sam mocno deptać w pedały utrzymując a nawet zyskując pozycję. Kończę na 10m open podczas Pucharu Polski XCM….nawet fajny wynik na koniec sezonu. Przyjeżdżam jako pierwszy Masters pieczętując tym samym zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski!

Przygotowania do wyścigu Początek wyścigu fot. fotolinks.pl https://www.facebook.com/fotolinks.wyszukiwarka/?fref=ts Dekoracja za edycję fot. TMFoto https://www.facebook.com/tmfot/ Zwycięzcy poszczególnych kategorii wiekowych. fot. Mazovia https://www.facebook.com/mazoviamtb/?fref=ts Puchar Polski kat. Masters I 2016!!! Tak to wygląda :)

No właśnie przechodzimy tutaj do meritum tego wpisu. Puchar Polski XCM. W sumie przed sezonem się na niego nie nastawiałem, choć powiedzmy brałem pod uwagę, szczególnie że 3 edycje podczas BM i tak miałem w planie, a reszta to się zobaczy. Ostatecznie udało mi się wygrać i choć patrząc na generalkę to mam mieszane uczucia co do tego zwycięstwa, to cóż jak to mówi klasyk- wygrana jest wygraną- nieobecni nie mają racji. Bo kto ludziom broni się ścigać, kto broni wyrabiać licencje PZKol Masters i rywalizować w Pucharze? Idąc tropem rozumowania niektórych głoszących hejty „eeetam taka wygrana jak nikt na te puchary nie przyjeżdża” (abstrahując do tego że obrażają moich rywali), to możemy dojść do wniosku (oczywiście mocno koloryzując), że to nie Nino powinien być mistrzem świata, bo przecież na świecie jest tyle ludzi, co się nie ścigają na rowerze- z pewnością ktoś by był lepszy gdyby trenował całe życie i przyjechał na MŚ. Niestety taka u nas zawistna natura, za mało słońca jak to śpiewał Kazik i zazwyczaj najwięcej do powiedzenia mają Ci, których sprawa nie dotyczy.
Tylko właśnie….kogo dotyczy. W czasach kiedy to nastroje anty PZKol są bardzo mocne wyrabianie licencji (nawet tej Masters) jest postrzegane wciąż jako sprawa zarezerwowana tylko dla kolarzy wyczynowych i w sumie….nie za bardzo potrzebna.
Podczas Kielce Bike Expo miało miejsce spotkanie Komisji MTB, organizatorów i kilku kolarzy, w którym miałem przyjemność brać udział. Spotkanie uświadomiło mi, oprócz innych rzeczy, jak długa droga jeszcze przed cyklami PP XCO i XCM. Długa i jednocześnie nie za bardzo widać inną, bo postrzeganie Pucharu nie zmieni się ot tak, w 2017 nie będzie nagle 30 licencjonowanych Mastersów, wszystko jest bardziej rozwleczone w czasie, cóż to chyba musi działać na zasadzie ewolucji, bo rewolucja przy oporze PZKol chyba jest nie za bardzo możliwa. O ile w XCO po tym jednym roku „testowym” gdzie organizator miał obowiązek przeprowadzać wyścig kategorii bez licencji + licencjonowany Masters, jest szansa na oficjalne wyścigi Masters w kategoriach regulaminowych UCI i już oficjalnie w ramach Pucharu Polski o tyle w XCM jakoś mi to się widzi trochę mniej kolorowo.
No ale jak ma być kolorowo….niestety rozdysponowanie pucharu na kilku organizatorów maratonów MTB prowadzi do bardzo dużych rozbieżności i zdecentralizowaniu całego pucharu. Niby jest regulamin, no ale co z tego jak np. taki regulamin stanowi „Przewidziane są dodatkowe nagrody finansowe i rzeczowe w klasyfikacji generalnej o których poinformuje organizator finałowej edycji Pucharu Polski.”. Organizator nie tyle nie poinformował, ale oczywiście nagród też nie zapewnił. Jednak zostawmy nagrody- każdy kolarz, który się u nas pościgał wie, że nie jeździ się dla nagród i i tak jak się jest już Mastersem po karierze 😉 to trzeba mieć regularną pracę.
Znów jak ma być kolorowo jeżeli dekoracja za generalkę Pucharu Polski wygląda jak wyglądała. Było słabo, bardzo słabo. Zapraszam za tydzień do Świeradowa, żeby zobaczyć jak się robi dekoracje za klasyfikacje generalne. Jeżeli organizator bierze na siebie edycję finałową PP, to powinien się w to choć trochę zaangażować, a nie traktować to jak piąte koło u wozu. Najlepsze jest to, że duży problem jaki się zrodził nie był wcale problemem. Organizator twierdzi, że wyczytywał w klasyfikacji generalnej tylko zwycięzcę danej kategorii, bo z PZKol dostał tylko jeden puchar. No ale ja się pytam co z tego? Czy nie można było wyczytać godnie całego podium, a wręczyć jeden puchar- zrozumiałe- w końcu Puchar Polski jest jeden, a dwie osoby mogły dostać cokolwiek, dyplom, medal albo nawet nic. Bo tu nie chodziło o jakieś głupie medaliki, których się nam zawodnikom walają dziesiątki. Chodziło, żeby stanąć razem z przyjaciółmi na podium i cieszyć się razem chwilą. Ja w ogóle nie za bardzo rozumiem jak można być zawodowym organizatorem imprez i tak nieprzemyślanie podejść do dekoracji za klasyfikację generalną pod kątem nawet marketingowym. Przecież każda osoba na podium to kolejne zdjęcie, które pójdzie w świat i jeżeli by wszystko było fajnie, to organizator na pewno by na tym nie stracił, a tak jest kwas, który będzie się ciągnął.

Spotkanie komisji MTB. Fot. Maratony MTB / XC https://www.facebook.com/maratony.MTB.XC/?ref=page_internal

Cały problem Pucharu Polski czy to XCO czy XCM leży właśnie w braku trzymania jednego równego i co ważne wysokiego standardu zarówno pod względem atrakcyjności/ trudności tras, jak i pod względem oprawy przez wszystkich organizatorów. Sęk w tym, aby ustalić bardzo szczegółowe zasady i chyba to powinien być początek dobrego kierunku na sezon 2017.

Mam szczerą nadzieję, że w 2017 PP XCM oraz XCO dla Mastersów się odbędzie i to na lepszych zasadach niż w tym roku. Czasem znajomi mówili w tym roku „a może też bym sobie taką licencję Masters w 2017 zrobił” i to jest dobry wybór. Tyle, żeby ich w tym wyborze ugruntować, to nie może być tak że regulamin Pucharu pojawia się w marcu a organizator MP XCO jest znany chyba jeszcze później. Nie może być tak, że wracamy do domu z dyplomem i uściskiem prezesa- ja wiem, że wg niektórych Mastersi to trochę podkategoria, która karierę ma już za sobą. Jednak istnieje w nich spora grupa, która nie ściga się od 10 roku życia, zaczęli nie tak dawno i nie mają szans konkurować z zawodnikami z 20letnim stażem, a kat. Masters to jedyne co im pozostaje życu, poświęcają temu sportowi 20 godzin tygodniowo i często gęsto pracę zawodową i życie rodzinne i po prostu fajnie by było czasem wrócić z sobotniego wyścigu, gdzie nie było się w domu cały dzień i zabrać żonę za wygraną kasę w jakieś fajne miejsce. Nie może być w końcu tak, że jedzie się na drugi koniec Polski, żeby się porządnie pościgać, a sędzia mówi że czas dla Mastersów i Amatorów to 40min bo mają obsuwę…..tylko pytanie jak przebić beton w wiadomej instytucji, choć kropla drąży skałę, więc z betonem też może sobie poradzi z roku na rok….