Archiwum kategorii: Imprezy

XV Strzeliński Rogaining

Jutro drugi etap miejskich biegów na orientację Wrocław Night o Fight. Z tej okazji kilka słów na temat Strzelińskiego Rogainingu, w którym to już po raz czwarty braliśmy z Piotrkiem udział. Impreza miała miejsce w Szklarach w nocy z 18 na 19 listopada i w skrócie polegała na zebraniu jak największej ilości punktów za znalezienie odpowiednio wartościowych (od 4pkt. do 8pkt.) PK (punktów kontrolnych). Na całość było przewidziane 10 godzin, a pole bitwy w tym roku wyglądało tak:
Mapa

Po chwili rozkminy postanowiliśmy zacząć od punktów na południe: 4C->5C->8C i potem zataczać łuk po wschodniej stronie mapy, trochę po północnej jeżeli wystarczy czasu, a kończąc na zagęszczeniu punktów w lesie na wschód od bazy w Szklarach. No i nawet się jakoś udało zrealizować plan, wyszło o tak KLIK- to się mapa otworzy w nowym oknie.

Ogólnie do PK 7a wszystko szło jak z płatka. Normanie sami nie wierzyliśmy że tak dobrze idzie, ale w głębi serca wiedzieliśmy, że tak nie może być do końca;). W tym roku warunki atmosferyczne były dość łaskawe- padało tylko przez pół godzinki ;), ale najważniejsze że nie było mokro. Jeszcze nigdy na tej imprezie nie miałem tak sucho w butach. Jedyne co doskwierało to dość mocny wiatr, ale większość trasy jednak była po lasach. Odnośnie nawigacji, to było lekkie utrudnienie w postaci mocnych wycinek lasów i wielu dróg dojazdowych dla sprzętu, których nie było na mapach. Wracając do zmagań- na 7a straciliśmy z pół godziny albo i lepiej. Atakowaliśmy punkt z dwóch stron i w obu przypadkach popełnialiśmy jakiś błąd. Tyle dobrego, że punkt w końcu został odnaleziony i poświęcony czas nie poszedł na marne. No i albo tak się zmęczyliśmy na szukaniu, albo źle się zorientowaliśmy, że na 5d wybiegliśmy złą ścieżką (bo po co patrzeć na kompas i kontrolować kierunek) i znów ze 2km nadrobione niepotrzebnie. Tyle dobrego, że już potem oprócz malutkiej wtopy na 6a wszystko poszło gładko.

Ogarniamy mapę 3:30 w nocy :)

Szkoda trochę straconego czasu, bo jeżeli byśmy mieli zapas, to zahaczylibyśmy jeszcze o 7c i jak się potem okazało by to miało duże znaczenie, ale o tym zaraz. W sumie ta edycja była jakaś spokojna. Większość PK w takich w miarę normalnych lokalizacjach, nic nas nie goniło, saren raptem kilka, kilka świecących par oczy w ciemnym lesie….choć zgodnie stwierdziliśmy, że tak jest tylko dlatego, że biegniemy we dwójkę. Nie wyobrażam sobie takiego biegu samemu, bym chyba 10x w portki zrobił :). No ale dobrze jest- z każdym rokiem postęp. W tym roku prawie 60km w nogach i nasz rekord- 114pkt. No i czwarte miejsce! Tak wysoko jeszcze nie byliśmy…szkoda tego zmarnowanego czasu- jeżeli byśmy go poświęcili na 7c, to byśmy byli drudzy! No ale cóż i tak był to nasz najlepszy występ. Sama Impreza i organizacja jak zwykle super fajna. Do zobaczenia za rok 🙂

Szczęśliwi na mecie Bigosik na Rogainingu o piątej rano zawsze smakuje idealnie :) Wreszcie cieplutko

Rapha Festive 500km 2016

Rapha Festive 500km- czwarty raz pod rząd…uda się, czy się nie uda….wiadomo kluczowa jest pogoda. Ogólnie koniec grudnia to bardzo dobry okres, aby szlifować długie wytrzymałościowe jazdy, więc rywalizacja (do przejechania 500km od 24 do 31 grudnia)..no ale nic na siłę- jeżeli by było -15*C i 40cm śniegu, to oczywista sprawa, że z radością bym śmigał na biegówkach…..no ale już któraś zima pod rząd bez tragedii, więc i tym razem 500km było w zasięgu ręki. No i to nawet bez większej spinki- ot po prostu realizując plan treningowy. Na całym świecie w rywalizacji wzięło udział ponad 82tyś osób, które przejechały łącznie 19,5 mln kilometrów!!!

A plan następujący- jeżdżę w dwa dni z trzech (24-26 grudnia), dobijam 29 i 31. W Wigilię wiadomo- szybko z rana i powrót do Rodziny, bo w końcu święta, no ale z grubsza wszystko ogarnięte dzień wcześniej- choinka ubrana, ciasta upieczone, w Wigilię już luz. Luzu natomiast nie było praktycznie przez cały trening… Początek dramat- na drodze lód, może nie jakaś totalna szklanka, ale przełaj został w mieszkaniu i miałem tylko szosówkę, więc jazda była baaaardzo ostrożna. Gdzieś za Jelczem mijam się z Piotrkiem, jednak decydujemy się w takich warunkach na jazdę osobno. Choć w sumie to był moment od którego było już coraz lepiej- objechałem Oławę i ruszyłem na zachód…no i masz- skończył się lód, zaczął się wiatr…ponad godzina męczarni, temperatura niewiele ponad 0 i ogólnie już miałem dość tego treningu ;)…no ale zawsze może być gorzej…no i było ;). Po nawinięciu w kierunku Wrocławia skończył się wiatr, no i zaczął się deszcz ;). Zostało jeszcze z 1:15 planowanej jazdy no i jakoś trzeba było się przemęczyć, początkowo było spoko, regularnie zaczęło padać w sumie w ostatnich 30 minutach. Co zrobisz, nic nie zrobisz, zagryzłem makowca, minąłem się z Moniką na obwodnicy i lekko trzęsąc się z zimna pod koniec dojechałem do domu. 117km przejechane, robota zrobiona.

Makowiec i do przodu!

Niestety odpadł mi trening 25-tego- chyba mój ulubiony dzień do trenowania- na Świątecznych kaloriach- zawsze czas miło płynie, no ale nie w tym roku- regularne opady przez cały dzień z temperaturą około 3*C…bida, dobrze że miałem ze sobą buty do biegania. 24km weszły i choć trochę ciast się ulotniło z kaloriami 😉 Co się odwlecze to nie uciecze- odbiłem sobie 26-tego grudnia. 6 godzin w siodle i 186km na budziku pod koniec jazdy. Miły trening z Piotrkiem i Pawłem oczywiście z tradycyjną świąteczną wymianą ciast :). Była jeszcze po drodze przygoda z Panią Policjant, która nas bardzo chciała zatrzymać i pouczyć, że trzeba jechać gęsiego, a że czasu nie chcieliśmy za dużo tracić bo zimno, to się na to cicho zgodziliśmy…na 2km ;). W ten dzień temperatura już dobrze na plusie jakieś 6*C- można było jeździć od świtu do zmierzchu :). Jedynie wiatr dawał się we znaki, ale jakoś sprytnie go oszukaliśmy i sporą część nawinęliśmy lasem z Namysłowa do Brzegu….fajna droga- niby krajówka, a ruch prawie zerowy i to podobno nie tylko w święta. Dobry trening 303/500km ukończone.

Błooootko :) Beee beee- żywa szopka na Wittigowie
Dupery ;) ~170km....Jeszcze jeden gryz i jakoś do domu się dokręci :)

Zgodnie z planem następna jazda we czwartek 29-tego, tym razem z Pawłem i z Szymonem z Oławy- spotykamy się jak zwykle gdzieś w okolicach Groblic i robimy całkiem fajne kółeczko przez Wiązów i Strzelin. Wreszcie trochę słońca się pokazało, więc mimo mrozu jechało się spoko, choć rano jak zwykle trochę nerwowo na ośnieżonych fragmentach szos. Ja nabijam 121km, a Paweł w ten dzień kończy już całe 500. Mi zostaje niecałe 80, czyli z nawiązką powinno się udać przed Sylwestrem, bo w planie około 4 godzinki.

Niby nie pada, niby cieplej, ale wilgoć i wiatr zrobiła swoje na tym treningu... Jeden z lepszych motywów podczas świątecznych jazd :) Team ride!

Przed Nowym Rokiem trzeba pokręcić- znów z chłopakami oławiakami 🙂 Tym razem pętelka w kierunku Oleśnicy, potem Jelcz, słoneczko znów daje po buzi, więc wszyscy szczęśliwi i skorzy do żartów, a i nadchodząca wieczorna zabawa napawa optymizmem, więc niecałe 4 godzinki w siodle mijają błyskawicznie. Festive 500 ukończone z wynikiem 537km, można z czystym sumieniem świętować zakończenie starego i rozpoczęcie nowego roku oczywiście w kolarskim towarzystwie i to w całkiem mocnej obsadzie 😉 Ogólnie Festive500 dzielił się na dwie części- pierwsze dwa treningi były podłe- marna pogoda, zimno, wiatr ogólnie słabo się jeździło. Dwie ostatnie jazdy jakoś już mi milej zleciały, słońce i towarzystwo robi swoje. Dzięki dla Pawła, Piotrka i Szymona za wspólne jazdy. 4/4 rywalizacje ukończone i bardzo dobry blok wytrzymałościowy w nogach.

Wreszcie! W stronę słońca! Sylwester rano! Jest impreza!!! 500km jest, można świętować! Szymon się schował, muszę popracować nad kadrowaniem :)

Podsumowanie Pucharu Polski XCM 2016

Ostatnie dwa weekendy upłynęły pod znakiem Pucharu Polski XCM- najpierw przedostatnia edycja w ramach Bike Maraton w Ludwikowicach Kłodzkich, a w ostatnią niedzielę finał w Kielcach organizowany przez Mazovia MTB podczas Bike Expo. Opis skrótowy nawet nie w dziale relacje, tylko tutaj w formie wpisu, bo zaraz chcę się skupić na całokształcie pucharu, szczególnie, że kilka osób mnie o to prosiło.

Ludwikowice Kłodzkie- nowa lokalizacja, długi podjazd na sam początek, który fajnie ustawił stawkę, ciekawie rozwiązane trasy w okolicy Wielkiej Sowy, bo zarówno ten podjazd jak i zjazd nie był chyba nigdy wykorzystywany podczas wyścigu. Potem trochę mniej wymagające technicznie odcinki, w sumie taki akurat maraton na końcówkę sezonu. Jechało mi się całkiem spoko, choć rozkręciłem się dopiero na drugim kółku i udało się jeszcze 3-4 osoby wyprzedzić na ostatnich 15km. Wynik open marny, bo 18m, no ale trochę elity walczyć o punkty Pucharu Polski się zjechało, ważne że pierwsze miejsce w M3, więc wpadło 700pkt do generalki Bike Maraton, co mi pozwoliło trochę odetchnąć jeżeli chodzi o klasyfikację przed finałem w Świeradowie. 1m. również w Pucharze Polski w kat. Masters I.

fot. Anka Aries-Baran Dekoracja PP Masters I fot. Kasia Rokosz https://www.facebook.com/kasiarokoszfotografia/?fref=ts

Mazovia Kielce. Cóż mój pierwszy raz na Mazovi w życiu i powiem tak…cieszę się, że ścigam się w górach. Do tego jeżdżąc w większości w cyklu Bike Maraton nie zauważa się jak dobrze jest on zorganizowany. Małe szczególiki, które stanowią o jakości imprezy, małe szczególiki, które składają się na całość. Tracki gpx, profile i mapy, dokładne informacje o trasie, trzymanie się ramówki godzinowej, zabezpieczenie trasy przed samochodami i dopięcie masy małych rzeczy- tego niestety na Mazovi zabrakło. No bo jak może być, że 20m po starcie zawodnicy natrafiają na bramę automatyczną, która dopiero się otwiera, jak może być, że nagle na 5km zza zakrętu wprost na peleton jedzie z przeciwka rozpędzony samochód, jak może być, że jadąc wzdłuż torów trafia się na trzy busy remontujące trakcję i zostaje 0,5m na przejazd. Przecież ja sobie wyobrażam co się działo w dalszych sektorach, gdzie ścisk i tłum. Ja byłem pewny, że przy tym poziomie dogadania się z różnymi służbami, to po wjeździe na wiadukt kolejowy zaraz przemknie obok pendolino 😉
Dobra koniec biadolenia- miało być skrótowo 😉 – wyścig szybki, bardzo szybki, sekcja „górska” minęła w oka mgnieniu i została dojazdówka do mety, ale ostatnio w sumie już od MP XCM taki schemat wyścigu się powtarza i w sumie mi pasuje, potrafię się zagiąć i jadąc sam mocno deptać w pedały utrzymując a nawet zyskując pozycję. Kończę na 10m open podczas Pucharu Polski XCM….nawet fajny wynik na koniec sezonu. Przyjeżdżam jako pierwszy Masters pieczętując tym samym zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski!

Przygotowania do wyścigu Początek wyścigu fot. fotolinks.pl https://www.facebook.com/fotolinks.wyszukiwarka/?fref=ts Dekoracja za edycję fot. TMFoto https://www.facebook.com/tmfot/ Zwycięzcy poszczególnych kategorii wiekowych. fot. Mazovia https://www.facebook.com/mazoviamtb/?fref=ts Puchar Polski kat. Masters I 2016!!! Tak to wygląda :)

No właśnie przechodzimy tutaj do meritum tego wpisu. Puchar Polski XCM. W sumie przed sezonem się na niego nie nastawiałem, choć powiedzmy brałem pod uwagę, szczególnie że 3 edycje podczas BM i tak miałem w planie, a reszta to się zobaczy. Ostatecznie udało mi się wygrać i choć patrząc na generalkę to mam mieszane uczucia co do tego zwycięstwa, to cóż jak to mówi klasyk- wygrana jest wygraną- nieobecni nie mają racji. Bo kto ludziom broni się ścigać, kto broni wyrabiać licencje PZKol Masters i rywalizować w Pucharze? Idąc tropem rozumowania niektórych głoszących hejty „eeetam taka wygrana jak nikt na te puchary nie przyjeżdża” (abstrahując do tego że obrażają moich rywali), to możemy dojść do wniosku (oczywiście mocno koloryzując), że to nie Nino powinien być mistrzem świata, bo przecież na świecie jest tyle ludzi, co się nie ścigają na rowerze- z pewnością ktoś by był lepszy gdyby trenował całe życie i przyjechał na MŚ. Niestety taka u nas zawistna natura, za mało słońca jak to śpiewał Kazik i zazwyczaj najwięcej do powiedzenia mają Ci, których sprawa nie dotyczy.
Tylko właśnie….kogo dotyczy. W czasach kiedy to nastroje anty PZKol są bardzo mocne wyrabianie licencji (nawet tej Masters) jest postrzegane wciąż jako sprawa zarezerwowana tylko dla kolarzy wyczynowych i w sumie….nie za bardzo potrzebna.
Podczas Kielce Bike Expo miało miejsce spotkanie Komisji MTB, organizatorów i kilku kolarzy, w którym miałem przyjemność brać udział. Spotkanie uświadomiło mi, oprócz innych rzeczy, jak długa droga jeszcze przed cyklami PP XCO i XCM. Długa i jednocześnie nie za bardzo widać inną, bo postrzeganie Pucharu nie zmieni się ot tak, w 2017 nie będzie nagle 30 licencjonowanych Mastersów, wszystko jest bardziej rozwleczone w czasie, cóż to chyba musi działać na zasadzie ewolucji, bo rewolucja przy oporze PZKol chyba jest nie za bardzo możliwa. O ile w XCO po tym jednym roku „testowym” gdzie organizator miał obowiązek przeprowadzać wyścig kategorii bez licencji + licencjonowany Masters, jest szansa na oficjalne wyścigi Masters w kategoriach regulaminowych UCI i już oficjalnie w ramach Pucharu Polski o tyle w XCM jakoś mi to się widzi trochę mniej kolorowo.
No ale jak ma być kolorowo….niestety rozdysponowanie pucharu na kilku organizatorów maratonów MTB prowadzi do bardzo dużych rozbieżności i zdecentralizowaniu całego pucharu. Niby jest regulamin, no ale co z tego jak np. taki regulamin stanowi „Przewidziane są dodatkowe nagrody finansowe i rzeczowe w klasyfikacji generalnej o których poinformuje organizator finałowej edycji Pucharu Polski.”. Organizator nie tyle nie poinformował, ale oczywiście nagród też nie zapewnił. Jednak zostawmy nagrody- każdy kolarz, który się u nas pościgał wie, że nie jeździ się dla nagród i i tak jak się jest już Mastersem po karierze 😉 to trzeba mieć regularną pracę.
Znów jak ma być kolorowo jeżeli dekoracja za generalkę Pucharu Polski wygląda jak wyglądała. Było słabo, bardzo słabo. Zapraszam za tydzień do Świeradowa, żeby zobaczyć jak się robi dekoracje za klasyfikacje generalne. Jeżeli organizator bierze na siebie edycję finałową PP, to powinien się w to choć trochę zaangażować, a nie traktować to jak piąte koło u wozu. Najlepsze jest to, że duży problem jaki się zrodził nie był wcale problemem. Organizator twierdzi, że wyczytywał w klasyfikacji generalnej tylko zwycięzcę danej kategorii, bo z PZKol dostał tylko jeden puchar. No ale ja się pytam co z tego? Czy nie można było wyczytać godnie całego podium, a wręczyć jeden puchar- zrozumiałe- w końcu Puchar Polski jest jeden, a dwie osoby mogły dostać cokolwiek, dyplom, medal albo nawet nic. Bo tu nie chodziło o jakieś głupie medaliki, których się nam zawodnikom walają dziesiątki. Chodziło, żeby stanąć razem z przyjaciółmi na podium i cieszyć się razem chwilą. Ja w ogóle nie za bardzo rozumiem jak można być zawodowym organizatorem imprez i tak nieprzemyślanie podejść do dekoracji za klasyfikację generalną pod kątem nawet marketingowym. Przecież każda osoba na podium to kolejne zdjęcie, które pójdzie w świat i jeżeli by wszystko było fajnie, to organizator na pewno by na tym nie stracił, a tak jest kwas, który będzie się ciągnął.

Spotkanie komisji MTB. Fot. Maratony MTB / XC https://www.facebook.com/maratony.MTB.XC/?ref=page_internal

Cały problem Pucharu Polski czy to XCO czy XCM leży właśnie w braku trzymania jednego równego i co ważne wysokiego standardu zarówno pod względem atrakcyjności/ trudności tras, jak i pod względem oprawy przez wszystkich organizatorów. Sęk w tym, aby ustalić bardzo szczegółowe zasady i chyba to powinien być początek dobrego kierunku na sezon 2017.

Mam szczerą nadzieję, że w 2017 PP XCM oraz XCO dla Mastersów się odbędzie i to na lepszych zasadach niż w tym roku. Czasem znajomi mówili w tym roku „a może też bym sobie taką licencję Masters w 2017 zrobił” i to jest dobry wybór. Tyle, żeby ich w tym wyborze ugruntować, to nie może być tak że regulamin Pucharu pojawia się w marcu a organizator MP XCO jest znany chyba jeszcze później. Nie może być tak, że wracamy do domu z dyplomem i uściskiem prezesa- ja wiem, że wg niektórych Mastersi to trochę podkategoria, która karierę ma już za sobą. Jednak istnieje w nich spora grupa, która nie ściga się od 10 roku życia, zaczęli nie tak dawno i nie mają szans konkurować z zawodnikami z 20letnim stażem, a kat. Masters to jedyne co im pozostaje życu, poświęcają temu sportowi 20 godzin tygodniowo i często gęsto pracę zawodową i życie rodzinne i po prostu fajnie by było czasem wrócić z sobotniego wyścigu, gdzie nie było się w domu cały dzień i zabrać żonę za wygraną kasę w jakieś fajne miejsce. Nie może być w końcu tak, że jedzie się na drugi koniec Polski, żeby się porządnie pościgać, a sędzia mówi że czas dla Mastersów i Amatorów to 40min bo mają obsuwę…..tylko pytanie jak przebić beton w wiadomej instytucji, choć kropla drąży skałę, więc z betonem też może sobie poradzi z roku na rok….

Relacja ze Zdobywania Pradziada

Sam nie wiem czemu dopiero w tym roku wystartowałem w XXIV Ogólnopolskim Rajdzie Kolarskim „Zdobywamy Pradziada” – jazda indywidualna na czas- przecież lubię podjazdy, czasówki, lubię ładne góry i Czechy- a tu mam wszystko na raz jednego dnia. Czechy to trochę inny stan umysłu, czego ja tam nie widziałem przez te kilka godzin 😉 Sam wyścig udało się wygrać i zejść poniżej 30 minut. Na dokładkę „rozjazd” z Pawłem czyli ponad 70km i 1500m w pionie ;), a na deser Syr, Kofola i Studencka, jest git! Zapraszam na relację 🙂

Pierwsza edycja Pucharu Strefy MTB- Głuszyca, ciąg dalszy testu Force Globe i wreszcie rower MTB na sezon 2016

Relacja z Głuszycy na szybko w formie wpisu….no bo o czym tu pisać 😉 Trochę się zawiodłem na tym wyścigu. Nałożyło się kilka czynników, które spowodowany, że ten start nie wypalił tak jak miał. Chyba będę chciał zamknąć klasyfikację generalną Pucharu Strefy MTB, więc trochę szkoda. A nie pykło bo: trochę się nawarstwiło w robocie (za to teraz już mam wizję ciut większego luzu :); bo się trochę start przesunął, myśleliśmy z Piotrkiem, że się przesunie jeszcze mocniej i rozgrzewka trwała 3 minuty co się odbiło mega zatkaniem po 2 minutach jazdy. Po trzecie coś mnie ostatnio pobolewało kolano i się odezwało na wyścigu niestety. No i po czwarte jednak 5*C to nie jest dla mnie dobra temperatura na ściganie ;). Cóż- tętno średnie 160HR mówi wszystko- ognia nie było na tym wyścigu….Tzn. nie- w sumie tak do 3/4 jechałem słabo, ale cieszyłem się zjazdami, które nawet wychodziły. Po zjechaniu do Głuszycy zaczęła się pętla dystansu Mega po drugiej stronie miasteczka, podjazd i….śnieg czy też taka grado- śniego mączka. W sumie z dwojga złego lepsze to niż deszcz, bo się odbija a nie moczy ;). Potem w okolicy PTTK Andrzejówka zjechał się ze mną jeden z Czechów, trochę się powiozłem na kole, przed nami większa ścianka do góry i mówi mi żebym jechał- no to pojechałem 😉 od tego czasu nawet w gazie, zjazd szlakiem granicznym wszedł mega fajnie, przesunąłem się o 2-3 pozycje, a na trawersie dogoniłem Piotrka, którego bardzo mocno ściągało w przepaść po lewej ;), razem przeszliśmy Roberta i dojechaliśmy na metę wspólnie. Nie był to wyścig życia, ale co tam 4 miejsce w M30 i 7 open, ujdzie 🙂

Na starcie fot. walbrzyszek.com https://www.facebook.com/WalbrzyszekCom/?fref=ts Pierwszy podjazd, jeszcze przez chwilę w czubie ;) fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Ostatni start na zastępczym sprzęcie fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Dwa Michały na podjeździe fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/

Trochę mam tyłów na www. Mam kilka ciekawych rzeczy do opisania, w następnym tygodniu szykuje mi się ciut więcej czasu, więc postaram się nadrobić. Na razie w dziale testy wjechała dalsza część opisu kasku Force Globe– wrażenia po pierwszej jeździe treningowej i po wyścigu indywidualnej jazdy na czas.
A na koniec- już jest! Docelowy rower MTB na sezon 2016 wreszcie objeżdżony i gotowy do jutrzejszego startu w Zdzieszowicach. Niedługo w dziale rowery dokładny opis.

Sprzęt objeżdżony na Kili Co tu nie mówić- fajny wyszedł

Relacja z inauguracji sezonu- Bike Maraton Miękinia

Sezon zarówno na wyścigi, jak i na relacje ogłaszam otwarty! W ostatnią sobotę Bike Maraton Miękinia- nierówna walka z błotem i nieustające wyprzedzanie na drugiej pętli, na deser nurkowanie w błocie i zamykam drugą dychę open na Giga….niedosyt jest, ale stawka była silna, bo edycja w Miękini była równocześnie pierwszym etapem Pucharu Polski XCM i liczyła się do kwalifikacji na ME w maratonie MTB. Tyle, że w M3 pudło najniższe jest, a w Pucharze Polski Masters I nawet udało się wygrać…..nie powiem ilu było startujących…..coś nie chcą wyrabiać licencji PZKol maratonowi Mastersi. Zapraszam na RELACJĘ.

Ostatnie biegówki i finał WNoF

Czas w kierunku nowego sezonu pędzi nieubłaganie…. forma rośnie, waga spada, treningi coraz bardziej specjalistyczne….tylko coś pogoda zdaje się nie nadążać ;). Jakoś miesiąc temu zaczynało się zgrupowanie w Hiszpanii i w życiu mi nie przyszło do pomyślenia, że po tych 2 tygodniach jazdy w ciepełku przyjdzie mi jeszcze wyskoczyć na biegówki. No ale cóż- sypnęło śniegiem, Rodzina wybierała się na zjazdówki do Zieleńca, no to nie mogłem przepuścić okazji ;). Zapowiadał się piękny dzień, choć góry z rana trzymały mgłę, ale koło 12 zrobiło się na 2-3 godzinki przepięknie, słonecznie i trochę nawet wiosennie. Pyknęło prawie 60km, dobre 6 godzin treningu, no i to był już faktycznie chyba ostatni raz w tym roku (oby 😉 ).

Mgliste początki na Velkej Deštnnie Żeby nie było- biegam klasykiem, łyżwą tylko krótkie odcinki (bo jednak na nartach do klasyka to nie to) jak mi się znudzi i ew. do zdjęć bo fajniej wygląda ;) Taka wiosna! :) A na koniec znów więcej chmurek, ale klimacik fajny :)

Pożegnanie zimy nr już sam nie wiem który w tym roku 😉

Góry Orlickie oblatane 🙂
https://www.strava.com/activities/518566823/embed/0e15e0b14fee90e5f3cdff7f428fef204d2eb0eb

Opublikowany przez Mikemtb.pl – strona rowerowa Mike'a, Michał Antosz na 16 marca 2016

Z ciekawych rzeczy w zeszłym tygodniu odbył się ostatni etap biegów na orientację Wrocław Night o-Fight. Z racji na to, że był to finał, to zawody rozgrywane były w innej formule niż pozostałe 4 edycje- zawodnicy nie startowali z minutowymi interwałami, tylko tym razem wszystkie punkty z klasyfikacji generalnej zostały przeliczone na stratę czasową i start odbywał się w formie biegu pościgowego. Ciekawe doświadczenie- szczególnie, że w okolicy mojej minuty startowało chyba z 10 zawodników w ciągu 60sek, w tym Janusz z którym przez cały cykl się zakumplowaliśmy i Krystian z Mitutoyo AZS Wratislavia. Piotrek natomiast startował już po wszystkich, bo nie miał wymaganych trzech startów do generalki.
Do tej pory startowałem w trzech edycjach. We czwartej- odbywającej się na Narodowym Forum Muzyki niestety nie mogłem brać udziału, bo byłem wtedy na zgrupowaniu. Bardzo mi szkoda tego etapu, bo to musiało być świetne doświadczenie tak bardzo odmienne od innych biegów. No dobra NFM znam całkiem nieźle, bo spędziłem tam kilka dni w robocie podczas budowy ;)….choć w sumie tylko na parterze i +1, a bieg był chyba na sześciu czy ośmiu poziomach 🙂
W każdym razie po trzech edycjach (z czego punktowałem na dwóch) zajmowałem odległe 82 miejsce w kategorii M Senior (roczniki 72-99). Może w biegach na orientację tak zawsze jest, sam nie wiem, doświadczenie z biegiem pościgowym żadne, ale interwały czasowe na które zostały przełożone dotychczasowe punkty były bardzo małe- no ale dla mnie tym lepiej, bo ostatni etap zlokalizowany był na Bartoszowicach. Może nie powiem, że to moja parafia, bo przez większość życia mieszkałem na Biskupinie, no ale nie daleko i często tu bywam- miałem nadzieję że to pomoże. Szczerze jednak….jak się jest zapatrzonym w mapę i patrzy się tylko na te kreseczki i ścieżki, to znajomość terenu ma małe znaczenie. Chyba tylko jeden z 20kilku punktów kontrolnych był umieszczony tak, że patrzę na mapę i „o to tam pod pawilonem handlowym między mięsnym a byłym fryzjerem, gdzie swojego czasu kręcono „Pierwszą Miłość” 😉
Fakt jednak jest taki, że w tym dniu byłem w gazie i to zarówno orientalistycznie i wydolnościowo. Pomieszałem się tylko przy jednym punkcie lekko- strata może 10sek. Reszta znaleziona bez błądzenia, choć często wybierałem ciut dłuższe warianty dobiegu, żeby mieć pewność. A nogi niosły same, serducho na koniec po 25min pokazało na zegarku średni puls 178 i max 185….5:03 min/km licząc razem z rozkminianiem mapy i podbijaniem punktów 🙂 Fajnie 🙂 To były świetne imprezy, wręcz idealne dla kolarza na zimę. Dobry bieg ostatnim etapie wywindował mnie na 18naste miejsce w klasyfikacji generalnej…fajny awans 64 miejsca 🙂

Punkt Kontrolny na placu zabaw ;) kiedyś nieopodal po maturze chodziliśmy na kremó....na siłownie znaczy się ;) moja dzielnia! :) Foto (C) Dobre Światło https://www.facebook.com/dobreswiatlo/ Lubię ślady GPS z biegów na orientację :)

W weekend jeszcze docisnąłem obciążenie treningowe, a teraz już trochę odpoczywam, bo mam zamiar pojeździć trochę w Święta (jak zwykle po Podkarpaciu), potem dzień-dwa regeneracji i zgrupowanie MTB Votum Orbea Team Wrocław w Przesiece. W międzyczasie składanie nowego sprzętu na sezon 2016 i lada dzień pierwsze starty 🙂

A z nowości na stronie pojawił się jeszcze test kasku do jazdy na czas Force Globe

Szyba robi robotę :)

Rapha Festive 500km 2015

Kolejny raz była szansa na wirtualną rywalizację z kolarzami z całego świata i zmagania w celu przekroczenia 500km w okresie 24-31 grudnia. Rapha Festive 500km idealnie wpisuje się w końcówkę roku, gdzie jazdy wytrzymałościowe mi świetnie pasują, z racji na święta jest trochę więcej czasu, a i dłuższe treningi sprzyjają spalaniu świątecznych kalorii ;). Choć z tym czasem w tym roku podczas rywalizacji tak różowo nie było- 26tego miałem przyjemność być gościem na chrzcie na drugim końcu Polski, więc plan ułożyłem sobie następujący- kręcę 24 i 25 choć nie jakoś niesamowicie długo, bo 24 wigilia i to czas dla Rodziny, a 25 podróż, więc na jazdę tylko 4 godziny z rana, potem dwa dni luźniejsze, w niedzielę 27 grudnia wracam do Wrocławia i kręcę dwa razy w okresie pon-śr. Realizacja planu przebiegała o tak:

Dzień 1- 24.12
Trochę obowiązków świątecznych ogarnąłem dzień przed wigilią- choinka ubrana, pierniki udekorowane, więc dostałem zielone światło na ciut dłuższy trening niż zakładałem. Chwilę przed 8:00 wyjeżdżam przy promieniach wschodzącego słońca i lekkim przymrozku, po chwili zjeżdżam się z Piotrkiem i ruszamy w kierunku Oleśnicy lekko zawijając na północ o Dobroszyce. Z każdą minutą robi się cieplej i bardziej wiosennie, a my przez Jelcz i Oławę dobijamy do Wrocławia od południa (po drodze mijając się z Pawłem ode mnie z MTB Votum, który się Raphabilituje po urazie nogi ;)). Zostawiam Piotrka i nakręcam jeszcze dodatkową godzinkę po okolicznych wioskach kończąc pierwszy dzień zmagań z 152km na liczniku.

Pamiątkowa fota i ruszamy Dzień pierwszy- w promieniach wschodzącego słońca

Dzień 2- 25.12
Start podobnie jak dzień wcześniej za pięć 8 i jadę w kierunku Kotowic, gdzie spotykam się z Szymonem- w planie zwiedzanie asfaltów na wschód od Janikowa, po których nigdy nie jeździłem, a okazały się rewelacyjne. Z chęcią pokręcił bym więcej, bo i temperatura fajna i towarzystwo miłe, ale przede mną 6h jazdy samochodem i chcę choć pół z tego przejechać za widoku. Rozjeżdżamy się z Szymonem w Janikowie, wpierw dokonując wymiany świątecznych ciast :), a z treningu koło 12:00 mając w nogach 118km. 26tego odpoczywam, 27mego znów 6h jazdy samochodem, ale wcześniej prawie 2 godzinki pobiegałem sobie po podkarpackich lasach.

Puste drogi...to musi być świąteczny poranek Wymiana świątecznymi ciastami :) Puszcza Sandomierska Zalew w Wilczej Woli

Dzień 3- 28.12
Byłem przekonany, że w tym dniu będę jeździł sam, ale jak już wyjechałem na trening, okazało się że Piotrek zrobił sobie wolne w robocie i też kręcą z Kasią, szybka telefoniczna wymiana planów tras i mamy plan spotkać się w okolicach Św. Katarzyny za 1,5 godziny- wyszło wręcz idealnie, bo zjechaliśmy się może z różnicą dwóch minut i kolejne dwie godzinki pokręciliśmy razem. Chciałem zrobić trochę km, bo kolejne dni były zapowiadane już chłodniejsze- zresztą i w ten poświąteczny poniedziałek było już zupełnie bezsłonecznie i dużo bardziej wietrznie niż przed weekendem. Suma sumarum nakręciłem 153km i zostało mi jakieś 80 na środę, bo wtorek postanowiłem poświęcić na trening siłowy.

Wracają czy odlatują? Tzn. zima się zaczyna czy kończy?;) Cały Festive tylko na soku z gumijagód :)

Dzień 4- 30.12
Cóż przyszła zima i choć słonecznie, to temperatura trzymała się około -3*C, do tego dość mocny wiatr i zdecydowałem się pojeździć na MTB, w planie 4h wytrzymałości- może będzie to mniej efektywne niż na szosie, ale przynajmniej nie zamarznę. Zresztą trochę mi się zatęskniło za góralem, więc z chęcią się na niego przesiadłem. Najpierw pojechałem na Osobowice, tam chwilka na górce, aby się rozgrzać i pędzę dalej- zmieniam kierunek i jadę do Siechnic po drodze dogania mnie Mikołaj, który też kręcił na Szwedzkim Szańcu i chwilkę jedziemy razem. W Siechnicach skręcam do lasu, a potem wałami dojeżdżam prawie do Oławy- cały czas pod wiatr, ale dzięki temu po nawrocie już było duuuuużo przyjemniej. Wracam do Wrocławia zamykając trening na 90km.

Cień coraz dłuższy- pora do domu

Podsumowanie

Festiwal zakończyłem z 513km na koncie (choć na Stravie usilnie zlicza do kilometrówki niedzielny bieg, więc oficjalnie mam 531km). Oj widać dobrą pogodę w tym roku- w Polsce wyzwanie ukończyło aż 157 osób (rok temu 29, a w 2013 31 osób). Cóż- w Boże Narodzenie było chyba z 15*C, normalnie grudzień życia….zresztą przełożyło się to na duuużo kilometrów bazy- ostatni miesiąc w tym roku zamknąłem na 1710km (z czego ponad 1200km na szosie).
Teraz czas na odpoczynek, nowy rok sprzyja postanowieniom, więc i ja mam kilka, zobaczymy jak będzie z ich realizacją :). Po Rapha Festive czas na solidną regenerację, choć oczywiście jak zwykle aktywną. Już pierwszego stycznia przed 10:00 zwlekłem się z łóżka i przebiegłem pierwsze 10km w nowym roku przy okazji pokazując Kindze, gdzie to można pobiegać we Wrocławiu. Uwielbiam takie biegi w noworoczny poranek- przez godzinę tylko spotkanych tylko kilka osób, a klimatu dodawał jeszcze prószący śnieżek.
Pobiegane i nowy rok zaczął się super :)
Dziś nie mogłem się powstrzymać, aby nie pojeździć lekko półtorej godzinki na MTB po świeżym śniegu- chyba pierwszy raz od trzech lat- takie zimy ostatnio :(…warto było przetrzymać te -8*C- słoneczko dawało czadu, a że regeneracja, to i mogłem bezstresowo porobić trochę fotek 🙂
Fontanna multimedialna zimą :) Hala Stulecia Chwilę przed pierwszym kapciem w tym roku- złapać kolec akacji jadąc po śniegu- to jest sztuka :)

Relacja z Mini Nocnej Masakry

Na początek zaległa relacja z Mini Nocnej Masakry. Jak zwykle było super, przesympatycznie, krajoznawczo i lekko tajemniczo na niektórych punktach kontrolnych.

Coś w ostatnich wpisach i relacjach powiało mocno orienteeringiem, tak jakoś wyszło, no ale co tu pisać o zimowych treningach kolarskich, nudy same 😉 Choć…ostatni tydzień był udany…i dość mocny, może jeszcze nie ze względu na intensywność, a na objętość. Rok temu trochę zaniedbałem basen w okresie przygotowawczym- teraz tego nie powtórzę- tak postanowiłem i efektem były 4 odwiedziny pływalni w ciągu 5ciu dni ;). Zazwyczaj pływanie strasznie i się dłuży, ale jakoś w ubiegłym tygodniu fajnie się złożyło. Zawsze ktoś znajomy też był na basenie, a wtedy zawsze czas szybciej płynie, choć jeżeli się pływa z grubsza całą godzinę, to jedyny kontakt jaki można nawiązać, to szczypanie się po łydach na nawrotach ;).
No! Jak do tych czterech basenów dołożymy 6h na szosie w środę, nie dużo mniej w sobotę i niedzielę, 2x siłkę ze spinningiem i czwartkowy bieg, to zamknąłem tydzień z dystansem lekko ponad 500km i czasem 24 godziny…hmm no i fajnie 🙂 Teraz trochę zamieszania i lekkich modyfikacji planu- po pierwsze bo święta i nie zawsze siłka otwarta, po drugie bo wyjazd na drugi koniec Polski no i w końcu po trzecie między Świętami a Sylwestrem trzeba nastukać kolejne 500km, żeby i w tym roku zrealizować założenia Festiwalu Ralpha & Strava :). No to co…wesołych świąt Wszystkim Wam życzę, odpocznijcie, spędźcie czas z najbliższymi, a potem widzimy się na szosach, póki te nie są białe 🙂

Środowy trening- Piotrek dociera nowy rower Rose Pod Ostatnia godzina treningu w niedzielę- oj to był mocny tydzień, przyda się odpoczynek w poniedziałek :)

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!

Idzie zima, nie ma co. W środę na treningu już mocno dawało chłodem. Z tej okazji postanowiłem zebrać moje doświadczenia z kilku sezonów i stworzyć poradnik jazdy zimą na rowerze, czyli jak się zabezpieczyć przed chłodem i efektywnie przetrenować kilka godzina na szosie w temperaturach w okolicy zera.

No i powoli zbieram myśli z weekendu. W skrócie: Strzeliński Rogaining w tym roku poszedł 100x lepiej niż rok temu. Awans z 13 na 6 miejsce w stosunku do 2014. Nawigacja pewna i skuteczna, kondycja pozwalająca biec 10h. 64km w nogach i prawie pełna satysfakcja. Do szczęścia zabrakło dwóch punktów kontrolnych na powrocie, obok których praktycznie byliśmy, ale zabrakło czasu na ich szukanie. Za rok walczymy z Piotrkiem o top3!
Bigos o 5 nad ranem po 64km zawsze smakuje :) (C) http://rogaining.pl/