Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
1 tydzień ago