..::Strona Rowerowa Mike'a::.. Michał Antosz

Strona poświęcona kolarstwu, rowerom i sportowi w różnych wydaniach. Można tu znaleźć relacje z imprez sportowych, porady sprzętowe i wiele innych ciekawych rzeczy. Zapraszam!

Przeskocz do treści
  • Aktualności
  • Relacje
  • Rowery
  • Porady
  • Testy
  • Wideo
  • Foto
  • Trasy
  • Miejsca
  • O mnie
  • Linki
..::Strona Rowerowa Mike'a::.. Michał Antosz

26.11.2015 Jazda na rowerze w zimie- sposoby na niskie temperatury
19.02.2015 Serwis pedałów Shimano PD-M540 PD-M959 PD-M970 i innych pokrewnych
19.11.2013 Modyfikacja tłumika Rock Shox Motion Control
16.12.2012 Kalkulator do obliczania stopniowania napędu
10.03.2005 Kalkulator do obliczania kadencji w zależności od przełożenia- pomocny przy doborze kaset i korb
25.05.2003 Tabelka Obwodów koła rowerowego
21.05.2003 Jedna z najstarszych pozostałości na mojej stronie www- dla kombatantów usenetu- wzór naklejek pl.rec.rowery

Komentarze

Facebook

Sponsorzy/Partnerzy


kod rabatowy 5%: mikemtb


Instagram

Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający.
(Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający.
(Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający.
(Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający.
(Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający.
(Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający.
(Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający.
(Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
mikemtb.pl
mikemtb.pl
•
Follow
Na indywidualną jazdę na czas z Kowar na Przełącz Okraj jakoś zawsze mi po drodze. Już tam pal licho sam wyścig- ważne, że na rozjazd można sobie trzasnąć fajną pętelkę po Czechach. Tym razem odkryłem świetny odcinek Cerny Dul- Pec, gdzie zamkniętym dla ruchu samochodowego asfaltem wjeżdża się na 1100m w piękny rejon górskich knajpek i hoteli wciśniętych w otulinę Karkonoskiego Parku, ze świetnymi widokami na Śnieżkę. A tak- wyścig- na wyścigu 2 miejsce w M40 i 15 open. Początek trasy zmieniony- krócej, ale stromiej. Mam mieszane uczucia- jeżeli wyścig ma kilkunastoletnie tradycje, to fajnie się jest porównać z poprzednimi startami, z drugiej strony rozumiem, bo zmieniona trasa nie wymaga zamykania drogi wojewódzkiej....a w sumie zmieniony odcinek ciekawszy tj. bardziej wymagający. (Fot. @velobank_viadolnyslask) #itt #okraj #kowary #raceday
19 godzin ago
View on Instagram |
1/6
Alpy podsumowanie- dzień 3- czyli regeneracja po 41km marszu na Zugspitze. Otóż regeneracja po Tyrolsku wygląda tak: 72km /1300m up. Natomiast zaczynam się zastanawiać czy na pewno szosa to optymalny rower w te okolice. Ok- w dolinkach często da się znaleźć fajne luźniejsze asfalty, ale przełęcze zazwyczaj są obładowane- a wiadomo to te fragmenty sprawiają największą frajdę. To był  trzeci dzień pod rząd z temperaturami w okolicach 35*C i przyjęciem płynów powyżej 10 litrów (nie wiedziałem że tyle można ;) )

#alpy #tyrol #innsbruck #rower #bike
Alpy podsumowanie- dzień 3- czyli regeneracja po 41km marszu na Zugspitze. Otóż regeneracja po Tyrolsku wygląda tak: 72km /1300m up. Natomiast zaczynam się zastanawiać czy na pewno szosa to optymalny rower w te okolice. Ok- w dolinkach często da się znaleźć fajne luźniejsze asfalty, ale przełęcze zazwyczaj są obładowane- a wiadomo to te fragmenty sprawiają największą frajdę. To był  trzeci dzień pod rząd z temperaturami w okolicach 35*C i przyjęciem płynów powyżej 10 litrów (nie wiedziałem że tyle można ;) )

#alpy #tyrol #innsbruck #rower #bike
Alpy podsumowanie- dzień 3- czyli regeneracja po 41km marszu na Zugspitze. Otóż regeneracja po Tyrolsku wygląda tak: 72km /1300m up. Natomiast zaczynam się zastanawiać czy na pewno szosa to optymalny rower w te okolice. Ok- w dolinkach często da się znaleźć fajne luźniejsze asfalty, ale przełęcze zazwyczaj są obładowane- a wiadomo to te fragmenty sprawiają największą frajdę. To był  trzeci dzień pod rząd z temperaturami w okolicach 35*C i przyjęciem płynów powyżej 10 litrów (nie wiedziałem że tyle można ;) )

#alpy #tyrol #innsbruck #rower #bike
Alpy podsumowanie- dzień 3- czyli regeneracja po 41km marszu na Zugspitze. Otóż regeneracja po Tyrolsku wygląda tak: 72km /1300m up. Natomiast zaczynam się zastanawiać czy na pewno szosa to optymalny rower w te okolice. Ok- w dolinkach często da się znaleźć fajne luźniejsze asfalty, ale przełęcze zazwyczaj są obładowane- a wiadomo to te fragmenty sprawiają największą frajdę. To był  trzeci dzień pod rząd z temperaturami w okolicach 35*C i przyjęciem płynów powyżej 10 litrów (nie wiedziałem że tyle można ;) )

#alpy #tyrol #innsbruck #rower #bike
Alpy podsumowanie- dzień 3- czyli regeneracja po 41km marszu na Zugspitze. Otóż regeneracja po Tyrolsku wygląda tak: 72km /1300m up. Natomiast zaczynam się zastanawiać czy na pewno szosa to optymalny rower w te okolice. Ok- w dolinkach często da się znaleźć fajne luźniejsze asfalty, ale przełęcze zazwyczaj są obładowane- a wiadomo to te fragmenty sprawiają największą frajdę. To był  trzeci dzień pod rząd z temperaturami w okolicach 35*C i przyjęciem płynów powyżej 10 litrów (nie wiedziałem że tyle można ;) )

#alpy #tyrol #innsbruck #rower #bike
mikemtb.pl
mikemtb.pl
•
Follow
Alpy podsumowanie- dzień 3- czyli regeneracja po 41km marszu na Zugspitze. Otóż regeneracja po Tyrolsku wygląda tak: 72km /1300m up. Natomiast zaczynam się zastanawiać czy na pewno szosa to optymalny rower w te okolice. Ok- w dolinkach często da się znaleźć fajne luźniejsze asfalty, ale przełęcze zazwyczaj są obładowane- a wiadomo to te fragmenty sprawiają największą frajdę. To był trzeci dzień pod rząd z temperaturami w okolicach 35*C i przyjęciem płynów powyżej 10 litrów (nie wiedziałem że tyle można ;) ) #alpy #tyrol #innsbruck #rower #bike
7 dni ago
View on Instagram |
2/6
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość  wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny
#zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
mikemtb.pl
mikemtb.pl
•
Follow
Wejście na Zugspitze było w mojej sferze marzeń już od jakiś 10 lat. Chyba właśnie plan zdobycia tej góry głównie napędził ten szybki kilkudniowy wypad w Alpy. Góra wyjątkowa, bo po pierwsze najwyższa w Niemczech, po drugie z mega ciekawym szlakiem podejściowym, a po trzecie po prostu bardzo ładna w swoim kształcie i wybitności. To podejście wskakuje u mnie na pierwsze miejsce trekingów- nie tylko pod względem długości, przewyższenia i kondycyjnym, ale przede wszystkim- pod względem atrakcyjności szlaku. Po chwili dreptania przez Garmisch i kilku km szlaku przez las zaczął się przepiękny wąwóz Höllentalklamm- z wieloma wodospadami, kaskadami, tunelami w skale i zewsząd kapiącą wodą. Te wody rzeki Hammersbach będą mi towarzyszyły przez większość wspinaczki- powstają z topniejącego lodowca. Właśnie lodowiec Hollentalferner był chyba najciekawszym fragmentem wędrówki….w końcu pierwszy raz w życiu chodziłem po lodowcu….lodowcu po którym płynęły małe strużki wody (ależ smak), a większe niż się spodziewałem szczeliny były niezłą atrakcją. Nachylenie stoku dodawało nieco adrenaliny. Po lodowcu ostatni fragment, czyli ferrata i koło 12, po 7 godzinach wędrówki melduje się na szczycie. Normalny człowiek by zjechał kolejką, ale cóż… nie każdy jest normalny. Największym wyczynem było doczłapanie w wysokich butach (tylko do nich mogłem zamontować raki niezbędne na lodowcu) w słońcu i upale…..no i szczerze szlak zejściowy jest słaby- praktycznie ponad 1000m w pionie z dużym nachyleniem po sypkich kamyczkach, po prostu nudny, to była trochę sztuka dla sztuki, ale cóż, dzięki temu wyszedł najdłuższy i najcięższy trekking jaki odbyłem w życiu. 41,5km 3006m przewyższenia, 14,5 godziny #zugspitze #hollentalklamm #hollentalferne #alpy #treking
1 tydzień ago
View on Instagram |
3/6
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. 
#alpy #garmischpartenkirchen  #rower #bike #Walchensee
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. 
#alpy #garmischpartenkirchen  #rower #bike #Walchensee
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. 
#alpy #garmischpartenkirchen  #rower #bike #Walchensee
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. 
#alpy #garmischpartenkirchen  #rower #bike #Walchensee
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. 
#alpy #garmischpartenkirchen  #rower #bike #Walchensee
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. 
#alpy #garmischpartenkirchen  #rower #bike #Walchensee
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. 
#alpy #garmischpartenkirchen  #rower #bike #Walchensee
mikemtb.pl
mikemtb.pl
•
Follow
Z lekkim poślizgiem będę tu publikował treści z mojego mini wyjazdu w Alpy, bo po prostu codziennie coś się dzieje od rana do nocy. Dzień pierwszy to wyjazd z domu jakoś koło 4 i dzięki temu mogłem jeszcze przed 13 zacząć jeździć w okolicach Garmisch-Partenkirchen....i tak sobie myślę- przecież te najbliższe Alpy są mega blisko, trzeba częściej tu wpadać, bo jest prze-pię-knie. 3,5h pojeżdżone. Ruch na drogach wprawdzie duży, ale jest też trochę asfaltowych ścieżek rowerowych przez pastwiska, a i jak jest jakaś główna droga, to zazwyczaj ścieżka asfaltowa jest obok (choć tu mam mieszane uczucie, bo czasem dziurawe, czasem mocno kluczą, a na zjazdach wąskie i niebezpieczne podczas mijania). Duże wrażenie zrobiło na mnie jezioro Walchensee. Przepiękny kolor wody i plaże rozmieszczone praktycznie na całej rozciągłości jeziora. #alpy #garmischpartenkirchen #rower #bike #Walchensee
2 tygodnie ago
View on Instagram |
4/6
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;)
Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć
- fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne.

#lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
mikemtb.pl
mikemtb.pl
•
Follow
Po wizytach w kilku rejonach Chorwacji jestem już przyzwyczajony do tego, że szlaki w górach są ciężkie do biegania lub trekingów. Ciężkie zarówno pod kątem wydolnościowym jak i nawierzchni, oznaczenia oraz stopnia zarośnięcia :) W okolicach Crikvenicy pozytywnie się zaskoczyłem, bo tradycja znakowania szlaków sięga lat 30 ubiegłego wieku za sprawą Ante Premužića. Szlaki są świetnie oznakowane z dość wygodną nawierzchnią (te popularniejsze jak Szlak Miłości Ljubavna cestica) . Oczywiście są też szlaki bardziej dzikie – biegałem po okolicy raptem raz, bo po 10km i pięciu lekkich podwichnięciach o schowane w trawie kamienie, kostki nie chciały już więcej biegać po okolicy ;) Natomiast trekingowo udało się fajnie wykorzystać chłodniejsze (czyli te 28* a nie 35*) dni. Ogarnęliśmy rodzinnie ruiny zamku Gradina Badanj i zjawiskowe Moon Plateau (z pięknymi krajobrazami, pozostałościami pasterskich zagród i dziesiątkami czarnych wdów na szlaku 😅)  na Krk plus z Synem poszliśmy raz na niby ferraty tj. szlak, który nazywa się Karlova Peć - fajny dość wymagający szlak z ekspozycjami + ukryta jaskinia. Także jak zwykle- Chorwacja to nie tylko morze, warto ruszyć wyżej, widoki prze-pię-kne. #lovecroatia #treking #crikvenica #góry #chorwacja
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/6
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. #lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. 
#lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
mikemtb.pl
mikemtb.pl
•
Follow
Biorąc MTB do Chorwacji byłem wręcz pewny, że to nie będzie przejażdżka po parku, ale jak było miejsce na rower na samochodzie, to w sumie czemu nie? Nigdy na MTB po Cro nie jeździłem….No i w sumie tym razem też się specjalnie nie najeździłem, bo raptem jedna dłuższa trasa + dwie przejażdżki z Synem. W planach miałem jeszcze dłuższą trasę po Krk, ale na jednym zjeździe zcrashowałem koło i plany wzięły w łeb. Było dokładnie tak jak się spodziewałem- szlaki w większości dość zarośnięte (nawet te oznaczone jako rowerowe), nachylenia miejscami >20% i sporo kamieni ukrytych w trawie, na zjazdach coś jak Beskidzka rąbanka, tylko w wersji premium (czyt. trochę większa). Wrócę z pewnością, ale na oponach 2,4 ;)….a gdzieś tam w sferze marzeń ciągle jest start w 4 Islands. #lovecroatia #bike #crikvenica #mtb #chorwacja
1 miesiąc ago
View on Instagram |
6/6
View on Instagram

Archiwa

  • luty 2024
  • październik 2023
  • czerwiec 2023
  • sierpień 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • kwiecień 2021
  • październik 2020
  • lipiec 2020
  • styczeń 2020
  • czerwiec 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • maj 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014

Kategorie

  • Bieganie
  • Biegówki
  • Bikepacking
  • Everesting
  • Ferrata
  • Film
  • Góry
  • Im Motion Team
  • Imprezy
  • Miasta
  • Miejsca
  • MTB Votum Team
  • Na luzie
  • Orienteering
  • Ploty
  • Podróże
  • Porady
  • PZKol
  • Relacja
  • Specialized
  • Sport
  • Sprzęt
  • Testy
  • Trasy
  • trekking
  • Trening
  • Votum S.A.
  • wspinaczka
  • Wyścig
  • wywiad
  • zdjęcia
  • zdrowie
Dumnie wspierane przez WordPressa