Archiwum kategorii: Sport

Trasy biegowe w Górach Bialskich i Masywie Śnieżnika

Trzy tygodnie temu testowałem kolejną miejscówkę na biegówkowej mapie Polski. Tym razem wybór padł na Góry Bialskie i Masyw Śnieżnika. Przez kilka ostatnich lat pojawiło się sporo nowych miejsc, w których można pobiegać na nartach…i dobrze, bo ile razy wspomnę sobie o zatłoczonych Jakuszycach, to zbieram się i próbuję odkryć coś nowego- rok temu Harrachov i Karłów, a w tym roku właśnie Góry Bialskie.

Plan zakładał pięć dni na biegówkach, więc trzeba było znaleźć jakieś lokum do spania- z tym nie było na szczęście problemu, bo ilekroć jestem w Stroniu to korzystam z zaprzyjaźnionego ośrodka Ski & Bike House, który jak zwykle polecam. No i właśnie tutaj pierwsza sprawa jeżeli chodzi o trasy biegowe w okolicy. Niestety nie da się zrobić takiej akcji, że się wychodzi z pensjonatu i ma się trasy biegowe w zasięgu 100m marszu jak np. w Harrachovie. Wprawdzie punktów startu jest kilka, ale trzeba do nich dojechać samochodem- około 20 minut do Bielic albo 15 minut do Nowej Morawy i co gorsza potem wrócić, co dość mocno mi dało w kość w pierwszy dzień kiedy było -15*C a po treningu samochód zimny. No i to w sumie jest jedyny minus tych tras, a teraz już same pozytywy.

Okolice Stronia Śląskiego o poranku. Zostawiam za sobą miasto i jadę kilka km na parking do Bielic


Początek tras biegowych na parkingu za leśniczówką w Bielicach

Po pierwsze mamy do dyspozycji bardzo fajną mapę wydaną przez gminę Stronie Śląskie- dostępna on-line, albo w wersji papierowej- laminowanej w Centrum Edukacji, Turystyki i Kultury, w Ski & Bike House też zawsze kilka sztuk jest. Oczywiście na trasach są odpowiednie drogowskazy z zaznaczonymi odległościami.

Ogólnie miejsc startu jest kilka, ale dwa pierwsze są najsensowniejsze:
– Bielice- trzeba przejechać całą wioskę, potem za zakaz wjazdu (z dopiskiem „nie dotyczy narciarzy biegowych” ) i do dyspozycji jest fajny leśny parking przy którym bezpośrednio zaczynają się trasy. Do dyspozycji mamy najpierw podbieg Doliną Białej Lądeckiej, pętlę Biały Spław po polskiej stronie, ew. możliwość pobiegnięcia łącznikiem do Nowej Morawy lub przebicie się na stronę czeską. U naszych południowych sąsiadów mamy kilka fajnych pętelek, które przebiegją przy schronisku Paprsek. Mamy tutaj do dyspozycji pewnie ze sto km tras jak nie lepiej, które są dość ciekawe, ale czasem wymagające. Ogólnie na takich treningach 50km wychodziło z 1200m przewyższenia, co jest już całkiem fajnym rezultatem. Bardzo mi też odpowiada profil tras- na sam początek jest jednostajny podbieg, dobre 50minut idealnie na rozgrzewkę, potem różne pętle, a na koniec znów zjazd do Bielic, gdzie już można odsapnąć i lekko z górki zakończyć trening. Jest kilka fajnych miejsc widokowych- w szczególności polecam szlak graniczny i okolice góry Brusek i Przełęczy Trzech Granic.

Trasa na pętli Biały Spław


Piękne warunki


Szlak graniczny w okolicy szczytu Brusek

– Nowa Morawa- parking trochę przed Przełęczą Płoszczyna. Można z niego pobiec na wschód w kierunku tras w Bielicach lub przejść na drugą stronę asfaltu i ruszyć w kierunku Śnieżnika. Ta trasa ma taki minus, że po prostu trzeba pobiec i wrócić tą samą drogą, praktycznie nie ma pętli i odnóg ( z wyjątkiem 7km dookoła góry Młyńsko)….ale widoczki są takie że i 10 razy można tą drogą biec i się nie znudzi. Po pierwsze piękne osie widokowe na Śnieżnik, który jest coraz bliżej i od tej strony prezentuje się przepięknie….zazwyczaj idąc od Kletna nie widzi się majestatu tej góry, natomiast biegnąc trasą z Nowej Morawy ośnieżone strome zbocza robią wielkie wrażenie. Z drugiej strony biegnąc Drogą Nad Lejami pokazują się piękne widoki na całą kotlinę. Wisienką na torcie jest możliwość podbiegu pod Schronisko na Śnieżniku (a potem zjazdu na którym można spokojnie polecieć >50km/h). Niestety im bliżej Kletna i Śnieżnika tym więcej turystów na trasach- szczególnie w miejscu gdzie biegną razem z niebieskim szlakiem pieszym. Jednak trzeba przyznać- ślady do klasyka nienaruszone, ale łyżwiarze mogą już narzekać. Dodatkowo trzeba uważać na odcinek od Porębka do Przełęczy Śnieżnickiej- tamten szlak jest dość mocno kamienisty i potrzeba dużo śniegu, aby był przejezdny bez przeszkód- mi się akurat udało, bo sypało mocno kilka dni przed moim przyjazdem.

– Są jeszcze punkty startowe z Janowej Góry, Kletna, Kamienicy i górnej stacji wyciągu Żmija, ale ich nie testowałem.

Kolejną lokalizacją skąd można wystartować to parking za Nową Morawą- ruszam w stronę Śnieżnika


Trasy biegowe w rejonie Kamienicy mają świetne osie widokowe


Panorama z Drogi nad Lejami

Odnośnie przygotowania tras, to jest bardzo fajnie- gmina dba o turystów i to nie tylko od święta i w weekendy, ale i w środku tygodnia jeżeli są opady śniegu. Aktualny stan można sprawdzić na stronie www. Ratrak podczepiony jest też pod system GPS bilestopy.cz. Na trasach co roku rozgrywana jest impreza sportowa Ultrabiel, na której można się zmierzyć z dystansami 30km i 60km.

Schronisko PTTK na Śniezniku


Najlepsza kanapa na świecie z najpiękniejszym widokiem

Ogólnie rzecz biorąc świetna miejscówka, bardzo przyjemne góry do uprawiania narciarstwa biegowego. Tereny Gór Bialskich są dość dzikie- chyba po raz pierwszy od dawna nie miałem zasięgu w komórce…i dobrze, bo to w końcu chodzi, aby się oderwać od miejskiej rzeczywistości i poobcować sam na sam z naturą. Sportowo wyjazd udał się w 100%- prawie 200km w nogach 5200m w pionie w tym dwa dni trening po 50km i to wszystko przy pięknej pogodzie. Na koniec zapraszam na filmik, który udało się nakręcić na trasach.

XV Strzeliński Rogaining

Jutro drugi etap miejskich biegów na orientację Wrocław Night o Fight. Z tej okazji kilka słów na temat Strzelińskiego Rogainingu, w którym to już po raz czwarty braliśmy z Piotrkiem udział. Impreza miała miejsce w Szklarach w nocy z 18 na 19 listopada i w skrócie polegała na zebraniu jak największej ilości punktów za znalezienie odpowiednio wartościowych (od 4pkt. do 8pkt.) PK (punktów kontrolnych). Na całość było przewidziane 10 godzin, a pole bitwy w tym roku wyglądało tak:
Mapa

Po chwili rozkminy postanowiliśmy zacząć od punktów na południe: 4C->5C->8C i potem zataczać łuk po wschodniej stronie mapy, trochę po północnej jeżeli wystarczy czasu, a kończąc na zagęszczeniu punktów w lesie na wschód od bazy w Szklarach. No i nawet się jakoś udało zrealizować plan, wyszło o tak KLIK- to się mapa otworzy w nowym oknie.

Ogólnie do PK 7a wszystko szło jak z płatka. Normanie sami nie wierzyliśmy że tak dobrze idzie, ale w głębi serca wiedzieliśmy, że tak nie może być do końca;). W tym roku warunki atmosferyczne były dość łaskawe- padało tylko przez pół godzinki ;), ale najważniejsze że nie było mokro. Jeszcze nigdy na tej imprezie nie miałem tak sucho w butach. Jedyne co doskwierało to dość mocny wiatr, ale większość trasy jednak była po lasach. Odnośnie nawigacji, to było lekkie utrudnienie w postaci mocnych wycinek lasów i wielu dróg dojazdowych dla sprzętu, których nie było na mapach. Wracając do zmagań- na 7a straciliśmy z pół godziny albo i lepiej. Atakowaliśmy punkt z dwóch stron i w obu przypadkach popełnialiśmy jakiś błąd. Tyle dobrego, że punkt w końcu został odnaleziony i poświęcony czas nie poszedł na marne. No i albo tak się zmęczyliśmy na szukaniu, albo źle się zorientowaliśmy, że na 5d wybiegliśmy złą ścieżką (bo po co patrzeć na kompas i kontrolować kierunek) i znów ze 2km nadrobione niepotrzebnie. Tyle dobrego, że już potem oprócz malutkiej wtopy na 6a wszystko poszło gładko.

Ogarniamy mapę 3:30 w nocy :)

Szkoda trochę straconego czasu, bo jeżeli byśmy mieli zapas, to zahaczylibyśmy jeszcze o 7c i jak się potem okazało by to miało duże znaczenie, ale o tym zaraz. W sumie ta edycja była jakaś spokojna. Większość PK w takich w miarę normalnych lokalizacjach, nic nas nie goniło, saren raptem kilka, kilka świecących par oczy w ciemnym lesie….choć zgodnie stwierdziliśmy, że tak jest tylko dlatego, że biegniemy we dwójkę. Nie wyobrażam sobie takiego biegu samemu, bym chyba 10x w portki zrobił :). No ale dobrze jest- z każdym rokiem postęp. W tym roku prawie 60km w nogach i nasz rekord- 114pkt. No i czwarte miejsce! Tak wysoko jeszcze nie byliśmy…szkoda tego zmarnowanego czasu- jeżeli byśmy go poświęcili na 7c, to byśmy byli drudzy! No ale cóż i tak był to nasz najlepszy występ. Sama Impreza i organizacja jak zwykle super fajna. Do zobaczenia za rok 🙂

Szczęśliwi na mecie Bigosik na Rogainingu o piątej rano zawsze smakuje idealnie :) Wreszcie cieplutko

Podsumowanie sezonu 2016 i trochę aktualności

Sezon 2017 już bliżej niż dalej, a ja ciągle nie podsumowałem poprzedniego. No ale w końcu znalazłem trochę czasu i odpowiednia strona pojawiła się już na www. A co nowego? No cóż- robię wszystko, aby sezon 2017 był lepszy niż 2016. Zrobione dobre cykle wytrzymałościowe w grudniu na szosie, a na początku roku na biegówkach (5 dni w górach to jest to!), teraz trochę większy nacisk na siłę. W kolejnym tygodniu trochę lżej, później zostaje jeden mikrocykl treningowy, odpoczynek i zgrupowanie! Czyli jeszcze miesiąc zimy, a potem laaaato :). Ten weekend choć zimny, to udało się coś pojeździć na szosie. Ogólnie wszystko zgodnie z planem. W międzyczasie zacząłem się jeszcze bawić na Instagramie i zmontowałem filmik z biegówek- zobaczcie jak było bajecznie w Karkonoszach:

Pobiegane w roztrenowaniu

Roztrenowanie w pełni. Co robią kolarze w tym okresie oprócz wcinania ciastków?;) Oczywiście biegają. W sumie jakieś tam biegowe rozruchy zacząłem już pod koniec sezonu zasadniczego, ot przebieżki po 10km bardziej regeneracyjne. Po ostatnim wyścigu jak zwykle zluzowanie i w sumie biegałem jak mi się chciało. Powoli zbliżał się listopad, więc świtał mi w głowie jakiś niecny biegowy plan. Rok temu w tym okresie przebiegłem w dwa dni 100km po górkach. W tym roku jakoś wypad dwudniowy mi za bardzo nie podpasował, celowałem raczej w jednodniowy bieg, więc trzeba było choć dystans zrobić ładny. Z zaplanowanej trasy wynikało jakieś 55km, ale wiadomo gdzieś się zawsze zboczy, pobłądzi i cicho liczyłem na 60km. Minusem biegania długodystansowego dla kolarza w październiku jest niewątpliwie to, że w nogach ma się może z 6-7 przebieżek, a tu nagle trzeba mielić nogami cały dzień :), no ale nikt nie mówił, że ma być łatwo.

Wodospad Szklarki na początek. Takie widoczki na przyszłość :) Szczyt Wysokiej Kopy

Plan- start Szklarska, meta Harrachov, ale przez Stóg Izerski;) . Ojciec i siostra wyrzucają mnie w Szklarskiej Porębie, a sami idą pieszo w góry. Ja zaliczam na początek Wodospad Szklarki, bo dawno nie byłem ;), potem czeka dość mocny podbieg na Wysoki Kamień, wbiegam w strefę mgły i w sumie przez większość dnia z niej nie wybiegam, choć czasem się przerzedza i można podziwiać magiczne widoki i piękno gór. Za Kopalnią Stanisław zbaczam trochę ze szlaku i biegnę na Wysoką Kopę 1126mnpm- najwyższy szczyt Gór Izerskich. Jeden z ośmiu brakujących mi wierzchołków do kolekcji 28miu szczytów Korony Gór Polski. Szczyt zdobyty, ale po drodze zaczyna się błotko. Może nawet nie błotko, tylko takie ni to bagienko ni torfowisko- ot bardzo nasiąknięta ziemia- czasem się wydaje, że to trawa, a w butach momentalnie mokro. W sumie po takim czyś biegnę cały czas aż do Polany Izerskiej. Podbiegam na Stóg Izerski, aby dotankować wody do bukłaka i popodziwiać Świeradów z góry. 31km w nogach- czas wracać- przekraczam granicę i przez Smrk docieram do Izerki.

A w Czechach tak sobie radzą z podmokłym terenem na szlakach. Pytlackie Kamienie, fajna formacja skalna m.in. z takim o skalnym mostem Most graniczny na Izerce, a na twarzy chyba już lekkie zmęczenie ;)

Powoli zaczynam odczuwać zmęczenie- w to już 47km. Trochę się łamię- jeszcze z 1,5h do planowej godziny spotkania w Harrachovie- droga już prosta, ale 60km nie pyknie- zresztą czerwony szlak z tego co pamiętam w większości wyasfaltowany, do kitu. Pochłaniając łyżka za łyżką zupę szpinakową w schronisku i może kierując się trochę jej kolorem zmieniam plany na szlak zielony- przyjemniejszy, ciut dłuższy, w większości szutrowy- wracam do naszego kraju i przez Orle zbiegam do Harrachova już prawie do końca trzymając się zielonego szlaku. 60,4km w nogach, Studencka już na mnie czeka :). Nogi żyją, pod koniec bardziej padła ogólna wydolność, która do biegania lekko mówiąc nie jest przyzwyczajona.

Drugi dzień to już na spokojnie spacer z siostrą po okolicach- zaliczony Mumlavský Wodospad i Čertova Hora, 20kilka km akurat na rozbicie zakwasów ;), a na koniec oczywiście Serek, weekend 100% udany.

Mamucie skocznie w Harrachovie Z siostrą przy Mumlavským Wodospadzie Nartostrada ośrodka w Rokytnicach. Janova Skála Diabeł na diablaku

Więcej zdjęć-> Galerie Google

Kolejne bieganie o którym warto wspomnieć, to zupełnie inny typ wysiłku, ale przecież wszystkiego trzeba spróbować. Tym razem bieg na 5km w ramach Wrocław City Trail. Nie był to specjalnie rekordowy bieg w moim wykonaniu, no ale i warunki nie były wybitne do bicia rekordów 2*C, trochę błotka, a i końcówka okresu roztrenowania, to też nie jest najlepszy czas, żeby gdziekolwiek startować. No ale potem jak się zaczną regularne treningi, to nie będzie kiedy biegać, więc jak nie teraz to kiedy 🙂 Na bieg jedziemy z Przemkiem, na miejscu też trochę znajomych, szybka rozgrzewka i start. Myślałem, że się ustawiłem dobrze, może 5-6 rząd jak na moje zdolności biegowe, jednak na początku dużo przepychanek i wyprzedzania. Grupa stabilizuje się tak po 600-700m, ale w sumie przez cały bieg raczej wyprzedzam, mnie łykają może z 3-4 osoby, ale w sumie tak wolę, psycha lepiej pracuje. Oczywiście lekko przeginam tempo na pierwszym km (3:56 z korkiem na początku i przepychaniem się na pierwszych kilkuset metrach). No i jest jak zwykle w sumie na takich biegach. 1km: łaaa, jak fajnie, pędzę, lecę, rozwalę ten bieg; 2km: ok, ok trzeba ustabilizować tempo; 3km: oj, oj, trochę zatyka, trzymaj tempo, trzymaj tempo ( a tempo spada 😉 ); 4km wytrzymać, wytrzymać; 5km: kolka, kolka, byle dotrwać i lekki finish na końcu, szczególnie że zegar pokazywał ostatnie sekundy po 19 minucie, ale zauważyłem za późno- wpadam na metę po 20:03. Dystans z garmina ciut mniejszy niż zakładane 5km- dokładnie 4,85, więc tempo biegu około 4:08, ujdzie, choć chyba kiedyś wybiorę się na jakiś asfaltowy bieg wiosną, aby w końcu złamać te 20 minut na 5km 🙂
Zapiek jak to na sprincie- niesamowity- tętno średnie 182hr, max 190hr 🙂 W sumie czasem i takie przepalenie się przydaje, więc się nawet cieszę z tego biegu. Na dłuższe dystanse jeszcze przyjdzie czas- za tydzień biegniemy z Piotrkiem w Strzelińskim Rogainingu- tak było rok temu 🙂

Z Przemem po biegu

Relacja z Mistrzostw Polski w Maratonie MTB

W tym roku Mistrzostwa Polski w Maratonie wreszcie wróciły w góry i oby tam zostały, bo na taki wyścig jest sens jechać- w końcu istotą Maratonu MTB są długie wymagające podjazdy i techniczne zjazdy i niczego z tego nie zabrakło w Jeleniej Górze. Wysoki poziom trasy i wpisanie wyścigu do kalendarza UCI Marathon Series sprowadziło na start całą polską czołówkę i wielu zawodników zagranicznych. Szczegóły ze ścigania w RELACJI, a w skrócie cóż mogę powiedzieć….znów 4te miejsce, które chyba powoli zaczyna mnie prześladować w różnego rodzaju generalkach i imprezach rangi mistrzowskiej…szkoda, choć nie ma co płakać, był dobry wyścig, a będzie jeszcze wiele lepszych!

Relacja z Sudety MTB Challenge

Ufff się trochę rozpisałem, ale było o czym- pokaźna relacja z Sudety MTB Challenge właśnie wjechała na www:
ZAPRASZAM

Późno bo późno, no ale pisałem na Facebooku już dlaczego- niezłe kombo za mną, najpierw etapówka, potem wakacje, potem wesele, potem nadrabianie w pracy, ale powoli się odnajduję i nawet treningi zaczynają wchodzić- długi weekend miał u mnie 4 dni z czego 3 mocne treningowo….dziś szczególnie fajnie się udało, bo myślałem, że już będę zdychał, a jednak miłe wprowadzenie na początek w grupie o tak:

IMG_20160815_121958

…a potem 2x Przemiłów i 6x Tąpadła weszła aż miło 🙂
https://www.strava.com/activities/676936148

Relacja ze Zdobywania Pradziada

Sam nie wiem czemu dopiero w tym roku wystartowałem w XXIV Ogólnopolskim Rajdzie Kolarskim „Zdobywamy Pradziada” – jazda indywidualna na czas- przecież lubię podjazdy, czasówki, lubię ładne góry i Czechy- a tu mam wszystko na raz jednego dnia. Czechy to trochę inny stan umysłu, czego ja tam nie widziałem przez te kilka godzin 😉 Sam wyścig udało się wygrać i zejść poniżej 30 minut. Na dokładkę „rozjazd” z Pawłem czyli ponad 70km i 1500m w pionie ;), a na deser Syr, Kofola i Studencka, jest git! Zapraszam na relację 🙂

Pierwsza edycja Pucharu Strefy MTB- Głuszyca, ciąg dalszy testu Force Globe i wreszcie rower MTB na sezon 2016

Relacja z Głuszycy na szybko w formie wpisu….no bo o czym tu pisać 😉 Trochę się zawiodłem na tym wyścigu. Nałożyło się kilka czynników, które spowodowany, że ten start nie wypalił tak jak miał. Chyba będę chciał zamknąć klasyfikację generalną Pucharu Strefy MTB, więc trochę szkoda. A nie pykło bo: trochę się nawarstwiło w robocie (za to teraz już mam wizję ciut większego luzu :); bo się trochę start przesunął, myśleliśmy z Piotrkiem, że się przesunie jeszcze mocniej i rozgrzewka trwała 3 minuty co się odbiło mega zatkaniem po 2 minutach jazdy. Po trzecie coś mnie ostatnio pobolewało kolano i się odezwało na wyścigu niestety. No i po czwarte jednak 5*C to nie jest dla mnie dobra temperatura na ściganie ;). Cóż- tętno średnie 160HR mówi wszystko- ognia nie było na tym wyścigu….Tzn. nie- w sumie tak do 3/4 jechałem słabo, ale cieszyłem się zjazdami, które nawet wychodziły. Po zjechaniu do Głuszycy zaczęła się pętla dystansu Mega po drugiej stronie miasteczka, podjazd i….śnieg czy też taka grado- śniego mączka. W sumie z dwojga złego lepsze to niż deszcz, bo się odbija a nie moczy ;). Potem w okolicy PTTK Andrzejówka zjechał się ze mną jeden z Czechów, trochę się powiozłem na kole, przed nami większa ścianka do góry i mówi mi żebym jechał- no to pojechałem 😉 od tego czasu nawet w gazie, zjazd szlakiem granicznym wszedł mega fajnie, przesunąłem się o 2-3 pozycje, a na trawersie dogoniłem Piotrka, którego bardzo mocno ściągało w przepaść po lewej ;), razem przeszliśmy Roberta i dojechaliśmy na metę wspólnie. Nie był to wyścig życia, ale co tam 4 miejsce w M30 i 7 open, ujdzie 🙂

Na starcie fot. walbrzyszek.com https://www.facebook.com/WalbrzyszekCom/?fref=ts Pierwszy podjazd, jeszcze przez chwilę w czubie ;) fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Ostatni start na zastępczym sprzęcie fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/ Dwa Michały na podjeździe fot. Głuszyca- to lubię https://www.facebook.com/G%C5%81USZYCA-to-lubi%C4%99-175151705904115/

Trochę mam tyłów na www. Mam kilka ciekawych rzeczy do opisania, w następnym tygodniu szykuje mi się ciut więcej czasu, więc postaram się nadrobić. Na razie w dziale testy wjechała dalsza część opisu kasku Force Globe– wrażenia po pierwszej jeździe treningowej i po wyścigu indywidualnej jazdy na czas.
A na koniec- już jest! Docelowy rower MTB na sezon 2016 wreszcie objeżdżony i gotowy do jutrzejszego startu w Zdzieszowicach. Niedługo w dziale rowery dokładny opis.

Sprzęt objeżdżony na Kili Co tu nie mówić- fajny wyszedł

Relacja z Polanicy i Szlak Legend

Jak ktoś śledzi mój profil na Facebooku, to już wie, że choć jechało się dobrze i na wysokim miejscu, to wyścig w Polanicy zakończyłem pechowo. Cóż zdarza się taki sport- szczegóły w relacji:

Natomiast w następny dzień w ramach rozjazdu zabrałem Ewelinę na przejażdżkę w fajne miejsce, o którym Wam niedługo więcej napiszę. Chodzi mianowicie o gminę Ciepłowody i tamtejszy Szlak Legend. Bardzo fajne okolice, oprócz samego szlaku można jeszcze zahaczyć o uzdrowisko w Przerzeczynie, pocysterskie opactwo w Henrykowie czy Arboretum w Wojsławicach koło Niemczy. To taka mała zapowiedź, więcej detali wkrótce.

IMG_20160508_120651 IMG_20160508_124048

Relacja z Rogainingu, drugi etap WNoF i udany treningowy weekend

Trochę informacji z ostatnich dni. Już jakiś czas temu pojawiła się relacja ze Strzelińskiego Rogainingu, gdzie biegłem w parze z Piotrkiem Berdzikiem z zaprzyjaźnionego teamu Kross im- motion. Świetna impreza idealnie wpasowująca się okres roztrenowania, lub też jak w moim przypadku w pierwszy trochę luźniejszy (może nie w sensie słabszy, ale okraszony trochę większą dowolnością niż treningi powiedzmy w lutym czy marcu) mikrocykl treningowy. Ogólnie coś dużo tego biegania na orientację tej jesieni, ale to świetna dyscyplina. Właśnie wróciłem z drugiego etapu Wrocław Night o-Fight i mogę powiedzieć tylko jedno wielkie WOW. Taka dynamika, ogień od startu do mety. Niby tylko 24 minuty, a na mecie pot lał się strumieniem, HRmax z biegu 186 ;). Punkty kontrolne praktycznie podbijane co kilkadziesiąt sekund, a wszystko to w obrębie jednego osiedla- na Różance. Było dużo zabawy- skakanie przez płoty, zarośla, a dookoła toczyło się normalne osiedlowe życie, babcie z psami, żule na ławeczce i sto osób ganiających z czołówkami :). Pewnie jak się okaże jutro wraz z opublikowaniem wyników dostałem srogie baty, no ale to czysto sportowa odmiana orienteeringu….choć było dużo lepiej niż podczas pierwszej edycji na Kozanowie, bo dziś czasem nawet ograniczała mnie kondycja biegowa a nie orientacja ;). W tych bardziej amatorskich imprezach nawet mi jakoś idzie. We wspomnianym Rogainingu zajęliśmy 6te miejsce (13ste przed rokiem) i już ostrzymy sobie zęby na Mini Nocną Masakrę, która już w tą sobotę- polecam świetna impreza.

:D Podstawowy zestaw, aby się nie zgubić...za bardzo ;)

A rowerowo- zakończyłem pierwsze cięższe tygodnie po okresie roztrenowania, teraz tydzień regeneracyjny z mniejszą objętością i lżejszą siłką. Trzeba odpocząć, bo zazwyczaj kończę ciężki mikrocykl z przytupem, tak było i teraz, a że pogoda sprzyjała, to mam za sobą 300km wytrzymałości zrobionych w ostatnią sobotę i niedzielę. Żal było nie jeździć przy suchych szosach, słoneczku i temperaturach >10*C.

Trzeba było odwiedzić Opolskie :) Masyw Ślęży czeka na wiosenną siłę i technikę :)
12*C w sobotę i 14*C w niedzielę  oł jes :)